wtorek, 17 kwietnia 2012

Rozdział 9: "Chess"

(perspektywa Valerie)
Po powrocie z balkonu do dziewczyn znowu zadzwonił mi telefon.
- Heath, nie przyjadę dzisiaj – odparłam od razu.
- No to nie będziesz miała pracy. Jezu, czy ty naprawdę musiałaś polecieć do tych dziecinnych lalusiów?
- Prawie wszyscy są w moim wieku, a jeden rok starszy od ciebie – odgryzłam się. – Nie da rady tego przenieść na pojutrze? Jutro wieczorem wracam do domu… - obgryzłam skórkę przy paznokciu.
- A gdzie jesteś?
- U Jade.
- TEJ Jade?
- Moje życie prywatne nie powinno cię interesować – prychnęłam.
- Dobra, spotkamy się pojutrze.
- W parku – dodałam.
- W parku – powtórzył. – O czwartej.
- Jasne. Narka – mruknęłam i rozłączyłam się.
- Właściwie co to za praca? – zagadnęła Jeanette, podsuwając mi miskę z chipsami.
- A ja wiem? - wzruszyłam ramionami, zjadając chipsa. – Pewnie na lewo, ale wisi mi to – dodałam.
Resztę wieczoru spędziłyśmy oglądając maraton „Strefy ‘P’” na MTV, a potem pokazałam dziewczynom „Requiem dla snu”. Pod koniec filmu mało się nie porzygałam, jak zawsze, ale był genialny. Perełka kina „jesteśmy przeciw nałogom”. No i ten Jared Leto… Zjadłyśmy zapiekankę na wynos kupioną w sklepie naprzeciwko, mnóstwo chipsów i każda wypiła z cztery piwa(i więcej niż kilka kieliszków czystej), więc byłyśmy wstawione i rozchichotane.
- Już druga rano? – parsknęłam śmiechem, opierając się nogami o oparcie kanapy i leżąc do góry nogami.
- Mhm – czknęła Jeanette. – Znowu do tej godziny nie śpimy – zachichotała.
- Ja idę spać – mruknęłam i zamknęłam oczy, ale to nic nie dawało, więc ułożyłam się wygodnie i… odpłynęłam.
Rano obudziłam się z kacem. Głowa bolała mnie jak diabli, więc mijając śmieci na palcach poszłam do kuchni. Jeanette i Blair ułożyły się na podłodze, a gdy znalazłam się w kuchni, Jade popijała tam wodę.
- Masz aspirynę? – jęknęłam, siadając w samych majtkach i koszulce Liam’a na blacie. Pokiwała głową i dała mi tabletkę oraz szklankę wody. – Ja pierdziele, takiego kaca to ja nie miałam od… dziesiątej klasy?
- No ja też – związała włosy niedbały koczek. – Ale warkocz ci się trzyma widzę – dodała, uśmiechając się.
- Taa – mruknęłam i zastanowiłam się, kiedy zdążyłam się przebrać w prowizoryczną piżamę. – Ej, czyje to majtki?
- To prezent – odparła szybko. – Uparłaś się, że chcesz tą koszulkę do spania.
- Nie pamiętam tego – pokręciłam głową. – Ale mniejsza z tym. Czas sprawdzić telefon…
„10 połączeń nieodebranych od: Mama”
- Fuck – mruknęłam i oddzwoniłam do rodzicielki. – Hej mamo, jestem u Jade, żyję i mam tylko dwa szwy na głowie – wyrecytowałam.
- Aha, no dobra… Kiedy będziesz w domu?
- Emm… Wieczorem. Kończę, zjem śniadanie i idziemy na zakupy – rozłączyłam się, upiłam łyk wody, a potem wyszłam szybko na balkon i zapaliłam papierosa. Ciepłe promienie słoneczne grzały skórę na mojej nodze i twarzy. Po dwóch papierosach ubrałam się w koszulę Jade i swoje spodnie. Warkocz zostawiłam, chodź miałam się go ochotę pozbyć w cholerę. Zjadłyśmy w czwórkę śniadanie i jęczałyśmy, jak bardzo boli nas głowa.
- Muszę iść – mruknęła Blair i poprawiła błyszczyk na ustach.
- Gdzie się wybierasz? – spytała Jeanette robiąc sobie makijaż.
- Zayn do mnie dzwonił i… chce się ze mną spotkać – przegryzła wargę. – Ale po tym, co powiedziała wczoraj Jade, pewnie chce powiedzieć, że mu się cholernie narzucam i wezwie policję czy coś.
- Nie bądź taką pesymistką – pocieszyła ją blondynka.
- Ja tam nie wiem, ja chyba JUŻ wracam do domu. Nudzę się i rozpierdala mi głowa – jęknęłam.
- Nie, nie, ty mi dzisiaj porobisz za modelkę – zatrzymała mnie Jeanette.
- Co? – uniosłam brew.
- No zauważyłam, że jak się schlałam to coś zaprojektowałam. I poniszczyłam ci ciuchy, Jade, sorry – dodała przepraszająco.
- Jeśli będą wyglądać tak zajebiście jak twoje ciuchy normalnie, to się nie obrażę.
- Ja w każdym razie idę – żachnęła się Blair. – Pa! – posłała nam całusa i wyszła, stukając obcasami.
Jeanette pokazała mi swoje projekty. Najbardziej spodobała mi się przerobiona na sukienkę-miniówkę biała bokserka z napisem zrobionym czarnym pisakiem -  „BITCHES SMOKES” do której włożyłam czarne, połyskujące leginsy i buty na obcasie. Warkocz nadal tkwił na mojej głowie.
- Nie mogę pozować – westchnęłam, stojąc już ubrana przed aparatem Jeanette na zewnątrz kamienicy Jade.
- Dlaczego? – zdziwiła się.
- Bo mam szwy, a leginsy źle wyglądają na protezie. Ty pozuj – zachęciłam ją.
- Ale ty jesteś ładniejsza.
- Ta, jasne – prychnęłam i wyciągnęłam papierosa. Gdy wypuszczałam dym z ust, przyjaciółka zrobiła mi zdjęcie. – Co ty odwalasz?
- To wygląda genialnie. Pal dalej – popędzała mnie i robiła zdjęcia, jak palę papierosy. Ok, to było dziwne, ale najwidoczniej artyści tak mają.
(perspektywa Blair)
Po wyjściu z mieszkania Jade udałam się od razu pod kompleks chłopaków. Czekał tam na mnie Zayn i pocałował mnie w policzek na powitanie.
- To gdzie idziemy? – spytałam obojętnie, bo wiedziałam, że więcej niż przyjaciółmi nie będziemy.
- Chcę zrobić nowy tatuaż – uśmiechnął się. – I ty mi pomożesz wybrać.
Do studia tatuażu szliśmy dobre pół godziny, rozmawiając o głupotach, śmiejąc się i wygłupiając. Już nie widziałam w nim potencjalnego chłopaka: co najwyżej dobrego przyjaciela. Skoro podobała mu się Jade, a on jej nie, to nie miałam się czego obawiać, powie mi ktoś. Jasne. A fanki? Nie, nie chciałam być przez nie pożarta żywcem.
Nigdy jeszcze nie byłam w takim miejscu jak London Ink Studio. Był to ogromny kompleks tatuażu i piercing’u. Ja swoje robiłam w małym salonie mojej kuzynki z Belfast. Zayn’a było stać na to, co najlepsze, więc to mnie nie zdziwiło.
- Blair, to mój kumpel, Matt. Matt, to jest Blair, mówiłem ci o jej niesamowitych tatuażach… - przestawił mnie chłopakowi z kolczykiem w brwi i tatuażem z prostym napisem… „tattoo” na prawym, umięśnionym ramieniu. Był wysokim, dobrze zbudowanym brunetem o ciemnoniebieskich oczach. Uśmiechał się do mnie w szelmowski sposób, a ja udawałam, że mnie to nie rusza.
- Moja kuzynka Mary je robiła – wyjaśniłam.
- Profesjonalna robota – ocenił, patrząc po mnie i mrugając. – Ok, Zaynlord, co dzisiaj?
Zaynlord? Ej, czy to nie ksywka, którą potajemnie dałyśmy z Jeanette Zayn’owi? Skąd oni o tym wiedzieli?
- Zaynlord? – spytałam na głos.
- Taa, przeczytałem to na Twitterze od jakiejś fanki – machnął ręką i zaśmiał się. - Co masz taką minę?
- Bo ta fanka… to ja albo Jeanette – przegryzłam wargę, a szatyn objął mnie ramieniem i wybuchnął śmiechem, na co brunet się skrzywił. – Dobra, miałam ci pomagać z tatuażem, zdawaj się na moją łaskę. Co tam masz, Matt? – żachnęłam się.
- Arabskie napisy. Pod każdym jest tłumaczenie jakby co. Macie pół godziny na wybór, bo ja mam teraz do zrobienia tatuaż na osiemnastkę – odparł i wszedł do gabinetu, bo mi siedzieliśmy w takiej jakby poczekalni, ale z kanapami, ciasteczkami na stolikach i w ogóle.
- Osiemnastka… Też miałem wtedy pierwszy tatuaż…
- A ja trzeci – zastanowiłam się. – No chyba.
- To ile ty masz lat? – zdziwił się.
- W styczniu skończyłam osiemnaście, ale tatuaże robiłam dużo wcześniej.
- Aha – pokiwał głową. – Okej, który ci się podoba?
- To twoje ciało, ty decyduj – powtórzyłam mu swoją odwieczną mantrę przed zrobieniem tatuażu.
Obejrzeliśmy z dziesięć stron napisów, ale żaden nie spodobał się Malik’owi na tyle, żeby mógł go sobie wytatuować. W końcu pokazałam mu na coś, co mi się spodobało:
- „Rób to, co kochasz” – wyrecytowałam tłumaczenie, patrząc w jego piwne oczy.
- Pokaż – zabrał mi katalog. – To jest super – stwierdził, akurat kiedy Matt do nas podszedł. Zayn pokazał mu wzór, a ten pokiwał głową.
- To zapraszam do gabinetu. Panie też mile widziane – dodał, spoglądając na mnie.
Patrzyłam, jak robi Zayn’owi tatuaż i wiedziałam, że to boli, ale mnie to nie ruszało. Wiele razy przez to przechodziłam, on też. Tatuaż znalazł się na wysokości lewego barku. Wyglądał zajebiście na opalonym i umięśnionym ciele muzyka.
- Smaruj go tym przez dwa tygodnie. Jak nic się nie będzie potem paskudzić, to możesz przestać – podał mu tubkę z kremem tatuażysta, a mi wizytówkę. – Zadzwoń w wolnej chwili – mrugnął do mnie. To było totalnie żenujące, zważywszy na obecność Malik’a.
Piosenkarz nasmarował sobie tatuaż, ubrał koszulkę i wyszliśmy ze studia.
- To jeżeli to wszystko to ja już pój… - zaczęłam.
- Nie chciałabyś tu zostać? – spytał nagle, a ja zastanowiłam się, wpatrując się w przestrzeń, po czym zamrugałam szybko i pokręciłam głową.
- Bangor to mój dom, ja… zawsze lubiłam duże miasta, ale… może dopiero po studiach. Mam jeszcze prawie dwa lata liceum – dodała.
- No tak, ja wcześniej zdawałem egzaminy końcowe – westchnął. – Po prostu czuję, że… nie wiem, to takie głupie – kopnął kamień przed siebie.
- Postaram się nie śmiać głośno, wierz mi, robiłam gorsze głupoty. Jak wczoraj: upiłam się, głowa mi pęka, a Jeanette poprzerabiała ciuchy Jade.
- Czuję, że jesteś moją bratnią duszą – wyznał, patrząc mi w oczy.
Zatkało mnie. Otworzyłam szeroko usta ze zdziwienia, a potem je zamknęłam i głęboko oddychałam.
- Widzisz? Głupota – pokręcił głową, pesząc się.
- Nie, Zayn, to nie głupota, tylko… to było głębokie – starałam się wyjaśnić i na tym skończyła się nasza rozmowa, bo zobaczyliśmy na horyzoncie Valerie i Jeanette pijące kawę i machające do nas. Podeszliśmy do ich stolika, chłopak pochwalił się nowym tatuażem.
- Ja bym zrobiła tatuaż, ale po pierwsze, nie wiem jaki, a po drugie: no cóż, brak kasy – westchnęła Valerie.
- A gdzie zgubiłyście Jade? – spytałam.
- Dzisiaj ma dzień z Niall’em, bo wieczorem jedzie na kilka dni do mojego wujka, do Paryża – wyjaśniła Jeanette.
No tak, Paryż, Francja, wielki świat. Wiedziałam, że Jean chętnie by tam wróciła, bo od małego projektowała sukienki dla lalek, a potem dla siebie i koleżanek. Była też fotografką, ale akurat ten talent odziedziczyła po swoim tacie, który był synem irlandzkiej modelki i brytyjskiego biznesmena. W sumie Jeanette miała francusko-irlandzko-brytyjskie korzenie, ale uważała się za rodowitą Francuzkę, gdyż w Paryżu spędziła większość życia. Ja od maleńkości śpiewałam, co tylko leciało w radiu, z wierzy czy z czegokolwiek. Ale przed występami publicznymi zawsze miałam wielki strach, nie lubiłam pokazywać się na scenie.
Po kawie z Zayn’em i dziewczynami piosenkarz zaproponował partyjkę… szachów w ich kompleksie. Zdziwiona i jednocześnie rozbawiona zgodziłam się, a Valerie i Jeanette poszły gdzieś w daleki świat. Umówiłyśmy się, że spotkamy się na lotnisku o siódmej, a było przed lunchem, więc miałam mnóstwo czasu dla mojego kolegi.
Po przyjściu do kompleksu zastaliśmy Liam’a chodzącego gorączkowo w tę i z powrotem z góry na dół, Harry’ego pichcącego coś w kuchni i oglądającego MTV Louis’a.
- Cześć, pamiętacie Blair? – spytał w zgiełku Zayn.
- Mhmm… - mruknęli wszyscy, najwidoczniej mając mnie gdzieś. A może po prostu byli zmęczeni po trasie?
- No to chodź do mnie – pociągnął mnie za rękę po schodach. Zauważyłam tylko 4 drzwi i zdziwiłam się. – A, no tak. Ta część kompleksu jest moja, Niall’a i Liam’a. A czwarte tajemnicze drzwi to łazienka – wyjaśnił i otworzył drzwi ozdobione podłużnymi karteczkami. Zauważyłam, że są na nich cytaty, z których część znałam z Twitter’a Zayn’a. Chłopak zamknął za nami drzwi i znalazłam się w pokoju, który wyglądał, jak przeciętny, męski pokój: trochę plakatów sportowców, kilka seksownych piosenkarek i aktorek, byle jak pościelone łóżko i kilka ciuchów ułożonych na krześle. Zauważyłam też toaletkę, na której było pełno szczotek, grzebieni i innych przyborów do włosów. Zaśmiałam się. A jednak Zayn naprawdę był „vain”. Na całej podłodze była wykładzina, więc na niej usiedliśmy, a piosenkarz wyjął spod łóżka planszę i pionki do szachów.
- Nie żartowałeś – parsknęłam śmiechem.
- Ale jest tu haczyk – uśmiechnął się szelmowsko.
- Nasłuchuję uważnie – spojrzałam na niego uwodzicielsko, oblizując wargi.
- Tracisz pionka, ściągasz jedną rzecz – nie znałam go od tej strony, ale to mi się, o dziwo, podobało. Tak jak publicznie u Matt’a mnie to żenowało, tak u Zayn’a w zaciszu domu było to seksowne. Co mi szkodziło? Nikt się nie dowie…
- I nawzajem – mruknęłam, mrugając do niego. Pokiwał głową i dostałam białe pionki, a on czarne. Gra szła nam oboju dobrze, więc żadne z nas nie traciło pionków, gdy nagle…
- Raz, dwa, trzy… - wyliczyłam i zgarnęłam trzy pionki, szczerząc zęby i unosząc znacząco brew. Szatyn westchnął i ściągnął buty oraz koszulkę. – Nie ma, buty to jakby jedno – dodałam, a on ściągnął skarpetki, pokazując mi język. Potem ja straciłam jeden, więc ściągnęłam buty. Rozsiadłam się wygodnie, oglądając swoje pomalowane na różowo paznokcie u nóg, a chłopak zbił mi kolejne dwa pionki. Wzdychając pozbyłam się bluzki i spódniczki. Genialnie, Blair, siedzisz przed Zayn’em Malik’iem w samym staniku i rajstopach. Postanowiłam skupić się na grze, chodź półnagi chłopak mnie rozpraszał. Załatwiłam jego kolejny pionek, więc chciał sięgnąć po pasek do spodni, żeby je zdjąć, ale ja zrobiłam to za niego. A potem spojrzeliśmy sobie z pasją w oczy i zaczęliśmy namiętnie całować. Szachy wbijały mi się w tyłek i jęknęłam, co Zayn musiał odebrać jako zachętę, bo zdjął mi rajstopy i jedyne co nam pozostało do zdjęcia, to bielizna. Przenieśliśmy się z całowaniem na łóżko. Położyłam się na Zayn’a i przejechałam językiem po jego rozpalonym torsie, aż do brzucha. Podczas gdy ja zauważałam pod slipkami jego erekcję, on rozpinał mi stanik, a drugą ręką sięgał pod łóżko, wyciągając prezerwatywę. A potem… po prostu to zrobiliśmy, kończąc po niecałych 5 minutach obustronnym orgazmem. Po seksie przytuliłam się do Zayn’a, a on pocałował mnie w głowę i… zaczęłam płakać jak małe dziecko.
- Co się stało? – zmartwił się, gładząc mnie po włosach.
- Właśnie straciłam dziewictwo… właśnie z tobą… - łkałam.
- Dziewi… o cholera, chyba nie byłem zbyt… ostry? – przegryzł wargę, jak zawsze, gdy się denerwował.
- Nie – pokręciłam głową pociągając nosem. – Ale… nie chcę żeby to okazało się tylko pięknym snem – wyszeptałam.
- Nie okaże – pocałował mnie w usta.
Już miałam zadać mu to najważniejsze pytanie, od którego miało zależeć niemal wszystko, ale usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- ZAYN, NA ROZMOWĘ!!! – to był głos Liam’a.
- Szykują się kłopoty – mruknął, zaczynając się ubierać. – Poczekaj tutaj, dobrze? – pocałował mnie w czoło i wyszedł na korytarz, a ja ubrałam swoje rzeczy i wytarłam łzy chusteczkami nawilżającymi, które znalazłam na kosmetyczce Zayn’a i przyjrzałam się sobie. Tak, Blair Cast. Jesteś już oficjalnie kobietą.

____________________________________________
Wiem, wiem, a teraz będzie: CO?! BLAIR I ZAYN TAK SZYBKO?! Oj wiem, sknociłam sprawę. Przepraszam, mam nadzieję iż szlachta czytająca to opowiadanie mi wybaczy... ;)
Rozdział z dedykacją dla Moniki (Blair). Wiem, jak czekałaś na tą scenę, hah. Kocham Cię "ciociu" :D ♥
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
@MargaaStyles xx

niedziela, 15 kwietnia 2012

Rozdział 8: "Accident"

(perspektywa Blair)
- Ojapierdolekurwamać, ojapierdolekurwamać – panikowałam, czekając na karetkę dla Valerie i co chwila próbując dodzwonić się do Zayn’a.
- Nie wyklinaj – zaśmiał się, a mi o mało rozumu nie rozsadziło, gdy słyszałam jego głos.
- Valerie uderzyła głową w chodnik, co ja mam robić? – gryzłam wargę już prawie do krwi. – Jeanette gdzieś pojechała w piz du, bo się pokłóciły, weź mi człowieku dopomóż, bo za pół godziny mamy samo… kurwa karetka. Weź przyjedź do najbliższego szpitala od studia mojego wujka, dobra?
- Ale Bla…
- Kończę, bo mnie zabierają, do zobaczenia – rzuciłam i wsiadłam do ambulansu. W szpitalu powiedzieli, że muszą jej założyć dwa szwy, ale to nic poważnego, nie dostała wstrząsu mózgu czy coś. Gdy skończyłam rozmawiać z pielęgniarką, do szpitala weszli Zayn, Harry i Jeanette.
- A gdzie macie Liam’a? – zdziwiłam się.
- Ogar, Blair, kazałaś tylko mu przyjechać – odpowiedziała mi Jean.
- GDZIEŚ TY KURWA BYŁA JA SIĘ KURWA PYTAM DZIWKO?! – byłam na nią wkurzona na maxa, aż Zayn mnie musiał przytrzymywać, żebym jej nie dała wpierdol.
- Spokojnie, to nic poważnego, tak? – uspokajał mnie, gładząc moje ramiona. To było nawet przyjemne. No dobra: to niezaprzeczalnie najseksowniejsza rzecz, jaką Zayn mógł zrobić w ubraniach.
- Przepraszam – westchnęłam.
- Nie, to ja przepraszam – a potem było teletubisiowe TULIMYY! w czwórkę.
- Gdzie ty w ogóle byłaś?
- Zadzwoniłam do Zayn’a, żeby mnie odwiózł, ale że on nie ma jeszcze prawka, to Harry wziął nas oboje, bo Malik akurat chciał do fryzjera, no i wtedy ty zadzwoniłaś i ja do Harolda: RIDE BITCH, RIDE! i popierdzieliliśmy przez całe miasto 200km/h.
- A potem przyszedł Justin Bieber i koronował cię na królewnę. Jasne – parsknęłam śmiechem.
- No dobra, nie 200km tylko 150 – mrugnął do mnie Zayn i objął mnie ramieniem. Nie, nie rzucisz się na niego, Blair. Nie, nie rzucisz się na niego, Blair. Nie, nie rzucisz się na niego, Blair. Nie, nie rzucisz się na niego, Blair. Nie, nie rzucisz się na niego, Blair. Nie, nie rzucisz się na niego, Blair. Nie, nie rzucisz się na niego…
(perspektywa Liam’a)
- Gdzie wszystkich wcięło? – spytałem Louis’a bawiącego się zabawkowym lamborigini.
- Pojechali do szpitala.
- O Matko, co się stało?
- Oj Ojciec, ty nic nie wiesz? – pokręcił głową. – Valerie miała czołowe z chodnikiem.
- No to zadzwoń do Jade!
- Dzwoniłem, może po ciebie przyjechać. Taki duży chłopak, a bez prawka – pokręcił głową, sadzając do samochodziku mojego Chudego. Jeszcze zapłaci za branie moich rzeczy bez pytania, nieogarnięte dziecko słońca. Już miałem coś powiedzieć, ale usłyszałem trąbienie, więc szybko włożyłem buty i wsiadłem obok Jade.
- Dziwne masz to auto… - stwierdziłem, zapinając pasy siedząc po prawej stronie.
- Właśnie my mamy dziwne, a Europa i cały świat mają normalne. Nie ma to jak prezent od tatusia na osiemnastkę – westchnęła. – Dobra, nie ma czasu – mruknęła i podjechaliśmy pod szpital. W poczekalni Harry i Jeanette dzielili się batonikami z maszyny i byli cali poklejeni czekoladą, karmelem i co tam jeszcze było, a Zayn ostro flirtował z Blair. Do czasu, aż zauważył Jade, oczywiście. Akurat trzymał rękę brunetki i czytał napis „All you have is your soul”, a tu wchodzi blondynka z marzeń i na to patrzy. Szybko puścił rękę dziewczyny, a my do nich podeszliśmy.
- Odzyskała przytomność, ale musi leżeć. Ile was jest? – spytała pielęgniarka, patrząc po nas. Sześć osób, no tak, dla szpitala to tłum. – Pojedynczo albo w parach – odparła oschle i gdzieś sobie poszła.
(perspektywa Valerie)
Brawo, tylko ja mogę być taka zajebista i leżeć w szpitalu, bo walnęłam głową w chodnik. Bolało jak diabli, ale leki trochę pomogły. Jakby nie mogli dać ich więcej.
- Puk puk – zaglądnęli do mnie Zayn i Harry.
- Jezusie, One Direction przyjeżdża do szpitalu, bo fanka nie umie ustać w trampkach na chodniku – jęknęłam. – Po co ja tu w ogóle leżę, co?
- Nie wiem, ale rozwalili ci włosy – zauważył Kędzierzawy.
- Kurwa, macie jakieś lusterko? – spojrzałam w stronę Malik’a, a ten wyjął z kieszeni kurtki dość spore lustro. Wzięłam je do ręki i widząc swój stan chciałam nim cisnąć przez pół pokoju: na głowie byle jak mi związali włosy i założyli jeden szew na pół czoła, a drugi za uchem, więc musieli wygolić mi trochę włosów. Oddałam chłopakowi lusterko i wysyczałam tylko: - Wyjdźcie, bo mną nosi.
Widząc furię w moich oczach prawie wybiegli z sali, a ja wstałam z łóżka, ale szybko usiadłam powrotem, bo zakręciło mi się w głowie. Weszły do mnie Jade, Blair i… Jeanette.
- Przepraszam – powiedziałam od razu. – Tak na serio nie jebie mnie twoje zdanie – lekko się uśmiechnęłam.
- Przecież i tak wiem, że dla mnie nie rzucisz – pokręciła głową i przytuliłyśmy się.
- Ooow – wyrwało się Jade. Ciekawe czy taką samą reakcję miała na… nie, Valerie, miałaś o tym zapomnieć!
- Wy tylko w 5 jesteście? – spytałam, licząc, że przyjechali jakiś cudem jednym samochodem.
- Nie, jest jeszcze Liam na korytarzu, chciał wejść sam – wyjaśniła Blair.
- Mhmmm – mruknęły znacząco obie J.
- Widać, że jesteście rodziną – parsknęłam i wywróciłam oczami na ich reakcję. – Ej, a co z samolotem?
- Pieprzyć samolot, mamy weekend! – żachnęła się Blair.
- I całą moją chatę – dodała Jade.
- O nie, ja chcę do domu – jęknęłam i coś sobie przypomniałam. – O szóstej mam się spotkać z Heath’em, o fuck – przegryzłam wargę.
- A już masz przed piątą, nie zdążysz – zauważyła Jeanette.
- Masz rację. Pieprzyć pracę.
- I Heath’a Somerhalder’a – dodała Jade.
- Już to zrobiłam.
- Co?
- Mhm – mruknęłam z zażenowaniem.
Po kilku minutach wygłupów i podtekstów dziewczyny wyszły zostawiając mnie w lekko poprawionym humorze, a potem przyszedł Liam. Zanim wszedł zdążyłam wstać z łóżka nie przewracając się i patrzyłam na dziedziniec szpitala przez okno. Nie chciałam z nim rozmawiać. Co mu miałam powiedzieć? „Dzięki za pocałunek, teraz nie wiem, co do ciebie czuję?”
- Jak się czujesz? – zagadnął, a ja poczułam jego oddech na moim karku.
- Lepiej niż moje włosy.
- Zrobić ci warkocza? – spytał nagle i to mnie zaskoczyło. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, przeczesał palcami moje włosy i zaczął je zaplatać.
- Nie jesteś gejem? – uniosłam brew, odwracając się do niego twarzą, gdy był jakoś w ¼ fryzury.
- Ciii, siostry mnie tego nauczyły – odwrócił mnie do siebie z powrotem plecami. Za każdym razem gdy zdarzyło mu się dotknąć palcami mojej skóry na karku, głupio chichotałam, bo miałam łaskotki. Jednak gdzieś w połowie warkocza rozluźniłam się i pozwoliłam, żeby Liam układał moje włosy, jak chce.
- Czuję się jak księżniczka – wyszeptałam cicho i mimowolnie, gryząc skórki przy paznokciach. Albo to, albo papieros. C’est la vie.
- No to już, księżniczko – odparł, a ja przejrzałam się w ciemnym ekranie telefonu.
- Dzięki za jakieś ogarnięcie. Mówili, że mogę wyjść? – spytałam. Pokiwał głową, więc chciałam wyjść, ale on mocno chwycił mój nadgarstek, przyciągnął do siebie i pocałował namiętnie. Nie wiedziałam co robić: odepchnąć go, czy odwzajemnić pocałunek? Po co zaczynać coś, co nie potrwa długo? Ale lubiłam sposób, w jaki mnie traktował. Dokładnie tak, jak wyobrażałam sobie w dzieciństwie mojego księcia na białym rumaku. Moje przemyślenia trwały zaledwie dwie sekundy, ale wydawałoby się, że całą wieczność. Odwzajemniłam pocałunek i objęłam jego dłonie na mojej twarzy swoimi. Po pocałunku nie wypuszczał mojej twarzy ze swoich objęć, jak i ja jego. Patrzyliśmy sobie w oczy, napawając się chwilą, dopóki na salę nie wszedł lekarz. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni, a doktor odparł, że musimy stąd wyjść, bo mnie wypisano. Wyszliśmy ze szpitala w towarzystwie chłopaków i dziewczyn, a potem wszyscy chłopcy pojechali, więc dziewczyny o wszystko się wypytywały.
- Splótł mi warkocza – mruknęłam tylko i pojechałyśmy do domu Jade.
Nie, nie chciałam tego pocałunku, nie planowałam go, chodź zawsze i we wszystkim miałam konkretny cel i plan. Miałam jechać do Londynu, poznać One Direction, a potem wrócić do domu i ze sobą skończyć, zostawiając testament  w formie listu.
Pogodziłam się z Jade, co nie było planem. Spałam w domu 1D. Widziałam połowę z nich topless. Mam dwa szwy na głowie. I pocałował mnie Liam Payne, z czego… nie jestem dumna. Od przyjazdu do Londynu nic nie szło według planu.
Mieszkanie Jade okazało się średniej wielkości kawalerką, w totalnym porządku. Typowa, kochana przyjaciółka.
- Ok, no to mam jedno łóżko, kanapę, materac i podłogę. Co kto bierze? – parsknęła śmiechem.
- My z Jeanette nocujemy u siebie odkąd się znamy, będzie z 6 lat, więc weźmiemy łóżko, haha – odparła Blair.
- Łóżko jest dla szlachty – objęłam Jade ramieniem. – Nieprawdaż? – uniosłam brew.
- Ależ owszem siostro – przytuliłyśmy się. Pierwszy raz od tak dawna usłyszałam od niej to zdanie, takie proste, a zarazem dające tyle ciepła… - No dobra, kanapa to też łóżko, bo się rozkłada, także spoko, zmieścicie się – powiedziała do Jean i Blair.
- Ale chyba nie idziemy spać o… szóstej po południu, co? – parsknęłam śmiechem.
– Gdzie tu są jakieś kluby?
- A waćpanna Malik tylko o jednym – dała jej pstryczka w nos Jeanette.
- A waćpanna Styles niech się tak nie wymądrza – pokazała jej język Blair.
- Zmartwię waćpannę Styles, milord Harold daje zbyt jasne sygnały milordowi Tommo – rzekłam ze szlacheckim tonem.
- Swaggmaster from Doncaster ma wpierdol ode mnie – parsknęła śmiechem. – Ej, ale oni serio są razem…?
- Kto ich wie? – westchnęła Jade. – Ale Zayn… - pokręciła głową. – Wiecie, co mi dzisiaj powiedział? Zanim Valerie miała wypadek?
- SPOWIADAJ SIĘ! – krzyknęłyśmy wszystkie trzy, wpatrując się w nią.
- Powiedział, że… - prawie parsknęła śmiechem. – Czy mam siostrę bliźniaczkę, bo mu się podobam.
- Aha – mruknęła Blair i zaczęła grzebać w telefonie.
- B, to nie jej wina – położyłam jej dłoń na ramieniu.
- Wiem, wiem, nie ważne. Już wiem, czemu się tak dziwnie zachowywał, jak przyszłaś do szpitala – zwróciła się do blondynki.
- Kocham Niall’a – odparła z przekonaniem. – Zayn to mój dobry kolega, nawet nie przyjaciel. Z tym wyznaniem to zaskoczył mnie jak Filip z Konopni, przecież zanim zaczęłam chodzić z Niall’em to w ogóle prawie z nim nie gadałam, z żadnym z nich.
- Masz tu balkon? – spytałam nagle, przerywając ciszę.
- Jasne, w mojej sypialni – pokiwałam głową i tam się udałam. Na balkonie zapaliłam z pięć papierosów, a w środku i tak czułam poczucie winy. I wtedy usłyszałam fragment piosenki Another World, również od One Direction. Któż to dzwonił? Nieznany numer.
- Halo? – mruknęłam z kolejnym, szóstym papierosem w ustach.
- Valerie, przepraszam, to było głupie – odparł na poczekaniu znajomy, męski głos. Prawie wypuściłam trzymaną w dłoni zapalniczkę. Głucha cisza z mojej strony. Liam odchrząknął. – Szanuję twoją decyzję i mam nadzieję, że szczęśliwie wróciłaś do do…
- Jestem u Jade – wyjaśniłam po lekkim szoku. – Skąd masz mój numer w ogóle?
- Louis skądś miał, nie wnikam – odparł pośpiesznie. – Ile jeszcze zostajesz w Londynie?
- Jutro wieczorem wracamy do domu.
- A ja pojutrze będę w twojej miejscowości.
- Skąd wiesz, gdzie ja mieszkam? Przerażasz mnie – zaśmiałam się, wypuszczając dym z ust.
- Palisz teraz?
- Naprawdę Liam, to jest przerażające, jak ty to robisz?
- Mam dobry słuch.
- Ty wampirze jeden – mruknęłam i zaczęłam wpatrywać się w zachód słońca.
- Też patrzysz przez okno?
- Ha, pudło! Na balkonie jestem. Kończę, bo się pewnie o mnie w środku martwią.
- Do zobaczenia, Valerie – rozłączył się.
Do zobaczenia? Niedoczekanie twoje.
(perspektywa Harry’ego)
Jestem szmatą. Męską, biseksualną szmatą bez zahamowań. Kochałem Louis’a, flirtowałem z Jeanette. Nie moja wina, że jest taka… jakby stworzona dla mnie. Mój wiek, tylko trochę niższa, szczupła, śliczna, mówiąca z francuskim akcentem, istny cud natury. Gdy o niej myślałem, od razu robiło mi się gorąco, a gdy przy niej byłem czułem się… jak jej rycerz. No cóż, to zależy jakby to słowo zdefiniować. Z Lou było tak, że nawzajem się chroniliśmy od hejtów i całego innego zła tego świata. Z nią nie, była krucha, delikatna, a z charakteru prawie całkowicie się ode mnie różniła.
- Louis? – spytałem, gdy wróciliśmy z Zayn’em ze szpitala, a Tommo siedział u siebie w pokoju i domalowywał Buzz’owi Astralowi paski do stroju. – Liam cię zabije – odparłem na poczekaniu.
- Ma takich jeszcze pięć.
- Ale to z edycji kolekcjonerskiej.
- Nie, sprawdza… - spojrzał pod but zabawki. – No to jestem udupiony – próbował wycierać rękawem paski napisane flamastrem. Nie za bardzo chciały schodzić i się rozmazywały. – Totalnie udupiony – dodał.
- Spoko, jest tak szczęśliwy, że nie zauważy. Stoi w salonie, gada przez telefon i gapi się na zachód słońca.
- Ja też jestem szczęśliwy – cmoknął mnie w policzek.
- Em… Louis? To my… jesteśmy… no wiesz, razem? – podrapałem się po karku. – No bo… - nie mogłem mu patrzeć w twarz. – Bo Jeanette to nie tylko z zazdrości – wydusiłem w końcu.
- Nie…? – zdziwił się, ale potem odetchnął i odparł: - Wiemy, jaka była umowa.
- Miłość, choćby nie wiadomo co i kto – pokiwałem głową i musnąłem jego wargi swoimi.
- Cieszę się, że mi ufasz i powiedziałeś.
- Ciii – przyciągnąłem go jeszcze bliżej do siebie i złączyliśmy się w długim, namiętnym pocałunku. Obaj wiedzieliśmy, że nie jesteśmy gotowi na seks, ale mogliśmy się całować. I to baaaaardzo długo. Po godzinie i kilku malinkach na jego oraz mojej szyi Zayn zaczął jęczeć z dołu, że jest głodny, więc daliśmy sobie ostatniego całusa i zeszliśmy na dół. Właściwie to Lou zszedł, bo ja wszedłem na swoje drugie, równie popularne co oficjalne konto na Twitterze i jako fanka One Direction napisałem „Larry’s Dirty Little Secrets”. To wystarczyło, żeby tweet pojawił się w całym Internecie. Wystarczy, że dużo osób retweetuje, doda na tumblr z odpowiednimi zdjęciami i będzie dobrze. Zabawne: fani myślą, że ja i Louis wyczyniamy nieskończenie demoralizujące rzeczy, a dopiero wczoraj pierwszy raz się całowaliśmy. 

____________________________________________________________
Co do tego, czy Valerie będzie z Louis'em: nie, nie będzie, dam wam taki megaspoiler. Wybaczcie, jeśli kogoś tym rozczarowałam, ale... widzicie, co się dzieje. Liam się w niej zakochał, ona nie jest niczego pewna, Lou kocha Harry'ego, a ten i jego, i podoba mu się Jeanette... Albo pisanie po nocy mi nie służy, albo za dużo oglądam "Przepisu Na Życie" o.O
W każdym razie rozdział z dedykacją dla dwóch Natalii:
Dla @HazzaConda - bo miałam dla ciebie napisać jednopart. Mój mózg nadal nad nim pracuje, ale na razie rozdział z dedykacją dla ciebie ;*
Dla @Natalia_x333 - bo jesteś moją żoną, haha. Ale też dlatego, że dodałaś 25 komentarz pod ostatnim rozdziałem. I CZUJ SIĘ JAK BOSS ♥
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
@MargaaStyles xx

czwartek, 12 kwietnia 2012

Rozdział 7: "Nice to meet you, Valerie"

(perspektywa Zayn’a)
Obudziłem się około 10 rano. Właściwie to obudził mnie mój telefon. Jęknąłem i sięgnąłem do szafki nocnej i spojrzałem na wyświetlacz: jakiś nieznany numer.
„Kurde, wujek ma tylko numer do ciebie, a ja zostawiłam komórkę w domu. Mógłbyś przekazać Valerie, że o 15 wracamy do domu i żeby spotkała się z nami pod studiem? Aha, no i dzięki za wczorajszy wieczór. Jednak marzenia się spełniają… Blair xx”
Odpisałem:
„Nie ma sprawy i tak schodziłem na śniadanie. Nie ma za co. Zayn”
Od razu zapisałem sobie jej numer i w samych bokserkach w biało-czerwoną kratkę zszedłem na śniadanie. Już na schodach czułem, że Harry robi naleśniki.
- Zacne śniadanie, milordzie – odparłem i ziewnąłem, siadając przy stole. Zauważyłem coś dziwnego: naleśników nie ubywało, co znaczyło tylko jedno… - Gdzie jest Niall? – zagadnąłem niby od tak, nakładając sobie na talerz dwa naleśniki i polewając je czekoladą.
- Chyba u Jade – wzruszył ramionami, a do kuchni wszedł już ubrany Louis ze świeżym pieczywem w torbie.
- Aha – mruknąłem i nagle całkowicie straciłem apetyt. Ok, może i on był najlepszym przyjacielem Jade, a teraz jej chłopakiem, ale… Podobała mi się. Bardzo. Za to Blair… Nie była brzydka ani wredna, tylko… nie wiedziałem o niej zbyt wiele... Po za tym ile ja ją znałem? Dzień?
Nagle usłyszeliśmy łupnięcie i wszyscy migiem podbiegliśmy do salonu. To Valerie spadła z kanapy.
- Auu – jęknęła powoli wstając z pomocą Lou. – Cześć – mruknęła, a potem parsknęła śmiechem, patrząc mi w twarz.
- Co?
- Nic, ale wyglądasz, jakbyś przechodził terapię szokową.
- A ty masz być przed 15 pod studiem – pokazałem jej SMS’a od Blair, a ta uniosła brew, czytając końcową część. – Dobra oddaj to – wyrwałem jej z dłoni telefon, a do domu weszli Liam i Niall.
- Gdzie byliście? – zagadnął Harry, wracając do pichcenia naleśników.
- Na porannym joggingu – odparł brunet, kierując się w stronę łazienki, zapewne, żeby wziąć prysznic.
- U Jade – wzruszył ramionami blondyn i wparował do kuchni, biorąc się za zajadanie naleśników. No jasne, a gdzieżby indziej?
- I nie dała ci śniadania…? – parsknąłem śmiechem.
- Śpieszyła się na jakieś korki czy coś takiego – wyjaśnił, pakując całego naleśnika do ust. Valerie usiadła przy stole, wzięła jednego i polała syropem klonowym, przyglądając mi się, a właściwie tatuażowi na mojej piersi.
- Lepiej wygląda na żywo – stwierdziła i zaczęła jeść.
(perspektywa Valerie)
Gdy już zjadłam śniadanie rozmawiając na niezobowiązujące tematy z chłopakami, do kuchni wszedł Liam. Miał mokre włosy, które co chwila wycierał ręcznikiem.
- Emm… to ja się odświeżę – mruknęłam, wzięłam swoją torbę i poszłam do łazienki. Tak naprawdę po prostu chciałam uniknąć gapienia się drugi raz w ciągu jednej doby na Payne’a topless. I to z mokrymi włosami… Ubrałam się w te same ubrania, co dzień wcześniej, nie miałam innego wyboru. Szczoteczki do zębów też nie miałam, więc nabrałam trochę pasty do ust i wypłukałam wodą. Makijaż od wczoraj odrobinę się rozmazał, więc go zmyłam, a że w torbie miałam kosmetyczkę to się ogarnęłam. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Po porannej toalecie wyszłam z łazienki. Chłopaki byli już po śniadaniu, Harry i Niall grali w coś na konsoli, a Zayn siedział na tarasie i palił papierosa. Postanowiłam do niego dołączyć.
- No co tam? – powiedziałam i sama zapaliłam. – Jak… Blair?
- Ja… nie wydaje mi się, żeby to wypaliło.
- Pierdolisz głupoty – wywróciłam oczami i wtedy zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. – O pierdoleniu mowa  - mruknęłam i odebrałam. – Czego, Heath? Chyba wyraziłam się jasno, masz spieprzać, dupku – po twarzy Zayn’a wnioskowałam, że zaskoczył go mój ton.
- Kiedy wracasz do domu?
- Nie twój zasrany interes.
- Mój, bo to też twoja sprawa.
- Jaka sprawa, o czym ty mówisz?
- O pracy.
- Chyba sobie jaja robisz na miękko – zaciągnęłam się papierosem i wypuściłam nosem dym.
- Nie, naprawdę. Na pół etatu, czyli po szkole. Sama mówiłaś, że chcesz coś znaleźć – dodał.
- Ja… wracam dzisiaj.
- Bądź w parku o szóstej – powiedział i rozłączył się.
- Dupek? – uniósł brew Zayn, a ja dałam mu kuksańca w bok. – Szkoda, że wyjeżdżasz. Jesteś spoko – przybiliśmy żółwika. – No a Liam… - przegryzł wargę. – Nie, dobra… już nic.
- Mów – mruknęłam, zapalając drugiego papierosa i zaciągając się nim głęboko.
- Liam nigdy na nikogo tak nie patrzył… - i w tym momencie myślałam, że się udławię dymem. Zaczęłam kaszleć, a z oczu pociekły mi łzy. – No sorry, ale taka prawda – wzruszył ramionami.
- Wiesz co? Idź ty w cholerę – powiedziałam to pół żartem, pół serio, dopaliłam papierosa do końca i weszłam do środka. Haz i Nialler nadal grali na konsoli, ale dołączył do nich Louis, trzymając Panią Stylinson na siłę na rękach. Z góry zszedł Liam, a ja chciałam oddać mu jego ubrania.
- Nie, weź je.
- Na co mi męskie rzeczy…? – zdziwiłam się.
- Zachowaj je – upierał się. – Albo sprzedaj na e-bay’u czy coś – dodał, a ja pokręciłam głową i schowałam rzeczy do torby. Dochodziła dwunasta. Miałam około trzech godzin do spotkania z dziewczynami…
- Niall, mógłbyś mi dać numer do Jade? – spytałam. Irlandczyk pokiwał głową i dał mi spisać jej numer. Wiedziałam, że teraz ma jakieś korepetycje, ale skoro się pogodziłyśmy to… chodź w sumie po co mi jej numer? I tak za równo tydzień mnie nie będzie wśród żywych…
- Valerie? – wyrwał mnie z rozmyślań Liam.
- Słucham? – mruknęłam nieprzytomnie.
- Dasz się wyciągnąć na spacer?
- Mhm – wzruszyłam ramionami, włożyliśmy kurtki i wyszliśmy z kompleksu. Szliśmy powoli obok prawie identycznych domków, aż w końcu znaleźliśmy się w prawie opustoszałym parku. Drzewa dopiero miały zaczynać kwitnąć, ale już czuło się wiosnę w powietrzu.
- Mogę być chamska i niedyskretna? – spytałam w pewnym momencie, wpatrując się w widoczny z oddali Big Ben, a potem brunetowi w twarz.
- Tak?
- Jesteście gejami?
- Ja na pewno nie – pokręcił głową z mieszanką ulgi i rozbawienia. – Niall i Zayn też nie.
- Czyli Larry…?
- Paul by mnie zabił, gdybym powiedział tak. PRAWDOPODOBNIE – mrugnął do mnie, a potem wzięłam go pod rękę. – A teraz ja mogę być chamski i niedyskretny? – spytał po dłuższej chwili milczenia.
- Wal śmiało.
- Co cię właściwie łączy z tym Heath’em?
- Palenie fajek, jeden seks, wspólne interesy – westchnęłam.
- Co masz na myśli mówiąc „interesy”? – aha, czyli bardziej go interesowało to, niż fakt, że się z nim przespałam.
- Nie, nie chodzi o narkotyki – wyjaśniłam. – Znalazł mi pracę, więc jak wrócę do domu i skończę szkołę to będę miała za co iść na studia. No wiesz, renta nie wystarczy.
- Rozumiem – pokiwał głową. – Czyli… nie żywisz do niego żadnych uczuć?
- Oprócz lekkiej pogardy i tylko czasem „lubienia” to nie – wzruszyłam ramionami.
- A czujesz cokolwiek do kogokolwiek? – spojrzał mi w oczy z troską.
Czy kogoś kochałam? Czy to, co o nim myślałam można było nazywać miłością? Znałam go zaledwie jeden dzień, ale wydawałoby się, że mogę mu powiedzieć wszystko co mi leży na wątrobie. Nagle wyobraziłam sobie nas jako parę, ale potem wróciłam do rzeczywistości i odpowiedziałam jednym, krótkim…
- Nie.
- Oh – zauważyłam w jego oczach zawód. Cholera, akurat jego skrzywdzić nie chciałam. No cóż, za późno, Valerie, ty idiotko. – Może wrócimy już do domu?
- Wezmę torbę i chyba pójdę do Milkshake City, a potem do studia – przełknęłam ślinę i jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Pożegnałam się z chłopakami uściskami, a Liam czekał w drzwiach, żeby mnie odprowadzić, bo się uparł.
- A spróbuj mi skrzywdzić Jade, to ci dupę skopię – powiedziałam śmiertelnie poważnym tonem do Niall’a, wzięłam torbę i już mnie nie było. Pod Milkshake City musiałam się pożegnać z Liam’em.
- To… widzimy się ostatni raz – westchnął.
- Chyba że wrócę tu na studia – załgałam jak z nut, próbując chociaż dać mu nadzieję.
- Chyba że – odpowiedział i przez jakieś pół minuty staliśmy w niezręcznym milczeniu naprzeciwko siebie. – To... miło było cię poznać, Valerie – przelotnie pocałował mnie w usta i odszedł. Wpatrywałam się osłupiała i ze łzami w oczach w jego oddalającą się sylwetkę. Chciałam… Właściwie to co? Znowu go pocałować? To nie miało sensu, ale… chciałam za nim krzyknąć, żeby wrócił, przytulił mnie i pozwolił zapomnieć, że mam spaprane życie, które niedługo bezboleśnie zakończę. Dwie wielkie łzy spłynęły mi po policzkach, ale starłam je wierzchem dłoni i weszłam do Milkshake City. Jade siedziała przy stoliku z jakąś dziewczyną wyglądającą na góra dwanaście lat. Tłumaczyła jej coś z matmy, ale gdy mnie zobaczyła przerwała i przedstawiła nas sobie.
- Valerie, to moja uczennica Alex. Alex, to…
- Znam ją, to moja kuzynka – zaśmiałam się, patrząc na jej rudą, ściętą na krótko czuprynę. – Co tam, ułamki?
- Równania – wywróciła oczami.
- To ile ty masz lat?
- Czternaście.
- Nie wyglądasz.
- Wiesz? Dzięki – założyła ręce na piersi. Dosiadłam się do nich i zamówiłam słynnego shake’a 1D.
- Muszę do kibelka – mruknęła Alex i poszła do damskiej toalety, a Jade uśmiechała się do mnie znacząco.
- Co ty chcesz ode mnie, ja znam ten wzrok – upiłam łyk napoju. – Jakie to cholernie słodkie – upiłam jeszcze łyk.
- Jak usta Liam’a? – zacmokała, a ja prawie wyplułam zawartość swojej buzi.
- Nie chcę o tym rozmawiać – ucięłam.
- Jasne, jasne – pokręciła głową. – Jezu, jutro wieczorem do tej głupiej Francji do taty muszę jechać, pokazać mu oceny na semestr – wywróciła oczami. – Na cholerę mi jechać na dwa dni jak i tak mogłabym mu to pocztą wysłać?
- Zaraz: do Francji?
- Moi rodzice się rozwiedli i tata wrócił do ojczyzny – westchnęła.
- A co z Blaine’m? – miałam na myśli jej pięcioletniego brata.
- Mieszka z mamą. Nie widujesz go?
- Przecież mieszkałaś na drugim końcu miasta, a twoja mama i Blaine nadal tam mieszkają. Niestety nie – westchnęłam. – Współczuję ci – dodałam.
- Mały ma ciężej – pokręciła głową, a Alex wróciła do stolika. Siedziałyśmy tam jeszcze z 2,5 godziny, a potem pożegnałam się z nimi i poszłam pod studio, gdzie dziewczyny już na mnie czekały.
- Wychodzi na to, że wracamy do punktu wyjścia – westchnęła Blair, co może zabrzmiało powierzchownie, ale miało głębszy sens. Wyjazd do Londynu był odskocznią od codzienności, ale szare dni życia wracają i nic nie możemy na to poradzić. No, przynajmniej one.
„NO! JIMMY PROTESTED” – usłyszałam i prawie podskoczyłam. To był telefon Jeanette.
- Teraz mi chociaż powiedz, kto to pisze, bo przez tą osobę zawału dostałam – parsknęłam śmiechem.
- To Harry – przegryzła wargę. – Pisze, że za 2 dni jadą do Mulligar do domu Niall’a, a Liam jedzie do cioci do Conlig i go podwiozą. No wiecie, „chill out” na wyspie o pięknej nazwie Irlandia.
- Ty, a może zamieszka z tobą, coo? – rzuciła Blair, dając mi kuksańca w bok, a ja dałam jej po łapie i zapaliłam papierosa.
- Ja ci coś mówiłam o tym – westchnęła Jeanette.
- Jebie mnie twoje zdanie – mruknęłam pod nosem, a potem zdałam sobie sprawę, do kogo mówię. – Znaczy… - ale ona już gdzieś dzwoniła. – JEANETTE DO KURWY NĘDZY! – próbowałam do niej podbiec, ale przewróciłam się i walnęłam głową w chodnik. Potem zapadła ciemność.

________________________________________________
Jest kolejny rozdział, proszę bardzo, 25 komentarzy = rozdział. Wiem, wiem "mogłaś dodać wczoraj" itd, ale niestety kochani, mimo iż jestem dopiero w 1 gimnazjum mam dużo nauki, tym bardziej, że staram się o świadectwo z paskiem i stypendium naukowe, więc... przepraszam, jeśli od razu po 25 komentarzach nie dodam rozdziału;*
Z dedykacją dla Dands (w opowiadaniu Jade)... "Kiedyś to się wstydziłyśmy takich rzeczy", haha. Nie ma to jak "pewne" imaginy XD xx
Kocham Cię ♥
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
@MargaaStyles xx