(perspektywa Valerie)
Po powrocie z balkonu do dziewczyn znowu zadzwonił mi telefon.
- Heath, nie przyjadę dzisiaj – odparłam od razu.
- No to nie będziesz miała pracy. Jezu, czy ty naprawdę musiałaś polecieć do tych dziecinnych lalusiów?
- Prawie wszyscy są w moim wieku, a jeden rok starszy od ciebie – odgryzłam się. – Nie da rady tego przenieść na pojutrze? Jutro wieczorem wracam do domu… - obgryzłam skórkę przy paznokciu.
- A gdzie jesteś?
- U Jade.
- TEJ Jade?
- Moje życie prywatne nie powinno cię interesować – prychnęłam.
- Dobra, spotkamy się pojutrze.
- W parku – dodałam.
- W parku – powtórzył. – O czwartej.
- Jasne. Narka – mruknęłam i rozłączyłam się.
- Właściwie co to za praca? – zagadnęła Jeanette, podsuwając mi miskę z chipsami.
- A ja wiem? - wzruszyłam ramionami, zjadając chipsa. – Pewnie na lewo, ale wisi mi to – dodałam.
Resztę wieczoru spędziłyśmy oglądając maraton „Strefy ‘P’” na MTV, a potem pokazałam dziewczynom „Requiem dla snu”. Pod koniec filmu mało się nie porzygałam, jak zawsze, ale był genialny. Perełka kina „jesteśmy przeciw nałogom”. No i ten Jared Leto… Zjadłyśmy zapiekankę na wynos kupioną w sklepie naprzeciwko, mnóstwo chipsów i każda wypiła z cztery piwa(i więcej niż kilka kieliszków czystej), więc byłyśmy wstawione i rozchichotane.
- Już druga rano? – parsknęłam śmiechem, opierając się nogami o oparcie kanapy i leżąc do góry nogami.
- Mhm – czknęła Jeanette. – Znowu do tej godziny nie śpimy – zachichotała.
- Ja idę spać – mruknęłam i zamknęłam oczy, ale to nic nie dawało, więc ułożyłam się wygodnie i… odpłynęłam.
Rano obudziłam się z kacem. Głowa bolała mnie jak diabli, więc mijając śmieci na palcach poszłam do kuchni. Jeanette i Blair ułożyły się na podłodze, a gdy znalazłam się w kuchni, Jade popijała tam wodę.
- Masz aspirynę? – jęknęłam, siadając w samych majtkach i koszulce Liam’a na blacie. Pokiwała głową i dała mi tabletkę oraz szklankę wody. – Ja pierdziele, takiego kaca to ja nie miałam od… dziesiątej klasy?
- No ja też – związała włosy niedbały koczek. – Ale warkocz ci się trzyma widzę – dodała, uśmiechając się.
- Taa – mruknęłam i zastanowiłam się, kiedy zdążyłam się przebrać w prowizoryczną piżamę. – Ej, czyje to majtki?
- To prezent – odparła szybko. – Uparłaś się, że chcesz tą koszulkę do spania.
- Nie pamiętam tego – pokręciłam głową. – Ale mniejsza z tym. Czas sprawdzić telefon…
„10 połączeń nieodebranych od: Mama”
- Fuck – mruknęłam i oddzwoniłam do rodzicielki. – Hej mamo, jestem u Jade, żyję i mam tylko dwa szwy na głowie – wyrecytowałam.
- Aha, no dobra… Kiedy będziesz w domu?
- Emm… Wieczorem. Kończę, zjem śniadanie i idziemy na zakupy – rozłączyłam się, upiłam łyk wody, a potem wyszłam szybko na balkon i zapaliłam papierosa. Ciepłe promienie słoneczne grzały skórę na mojej nodze i twarzy. Po dwóch papierosach ubrałam się w koszulę Jade i swoje spodnie. Warkocz zostawiłam, chodź miałam się go ochotę pozbyć w cholerę. Zjadłyśmy w czwórkę śniadanie i jęczałyśmy, jak bardzo boli nas głowa.
- Muszę iść – mruknęła Blair i poprawiła błyszczyk na ustach.
- Gdzie się wybierasz? – spytała Jeanette robiąc sobie makijaż.
- Zayn do mnie dzwonił i… chce się ze mną spotkać – przegryzła wargę. – Ale po tym, co powiedziała wczoraj Jade, pewnie chce powiedzieć, że mu się cholernie narzucam i wezwie policję czy coś.
- Nie bądź taką pesymistką – pocieszyła ją blondynka.
- Ja tam nie wiem, ja chyba JUŻ wracam do domu. Nudzę się i rozpierdala mi głowa – jęknęłam.
- Nie, nie, ty mi dzisiaj porobisz za modelkę – zatrzymała mnie Jeanette.
- Co? – uniosłam brew.
- No zauważyłam, że jak się schlałam to coś zaprojektowałam. I poniszczyłam ci ciuchy, Jade, sorry – dodała przepraszająco.
- Jeśli będą wyglądać tak zajebiście jak twoje ciuchy normalnie, to się nie obrażę.
- Ja w każdym razie idę – żachnęła się Blair. – Pa! – posłała nam całusa i wyszła, stukając obcasami.
Jeanette pokazała mi swoje projekty. Najbardziej spodobała mi się przerobiona na sukienkę-miniówkę biała bokserka z napisem zrobionym czarnym pisakiem - „BITCHES SMOKES” do której włożyłam czarne, połyskujące leginsy i buty na obcasie. Warkocz nadal tkwił na mojej głowie.
- Nie mogę pozować – westchnęłam, stojąc już ubrana przed aparatem Jeanette na zewnątrz kamienicy Jade.
- Dlaczego? – zdziwiła się.
- Bo mam szwy, a leginsy źle wyglądają na protezie. Ty pozuj – zachęciłam ją.
- Ale ty jesteś ładniejsza.
- Ta, jasne – prychnęłam i wyciągnęłam papierosa. Gdy wypuszczałam dym z ust, przyjaciółka zrobiła mi zdjęcie. – Co ty odwalasz?
- To wygląda genialnie. Pal dalej – popędzała mnie i robiła zdjęcia, jak palę papierosy. Ok, to było dziwne, ale najwidoczniej artyści tak mają.
(perspektywa Blair)
Po wyjściu z mieszkania Jade udałam się od razu pod kompleks chłopaków. Czekał tam na mnie Zayn i pocałował mnie w policzek na powitanie.
- To gdzie idziemy? – spytałam obojętnie, bo wiedziałam, że więcej niż przyjaciółmi nie będziemy.
- Chcę zrobić nowy tatuaż – uśmiechnął się. – I ty mi pomożesz wybrać.
Do studia tatuażu szliśmy dobre pół godziny, rozmawiając o głupotach, śmiejąc się i wygłupiając. Już nie widziałam w nim potencjalnego chłopaka: co najwyżej dobrego przyjaciela. Skoro podobała mu się Jade, a on jej nie, to nie miałam się czego obawiać, powie mi ktoś. Jasne. A fanki? Nie, nie chciałam być przez nie pożarta żywcem.
Nigdy jeszcze nie byłam w takim miejscu jak London Ink Studio. Był to ogromny kompleks tatuażu i piercing’u. Ja swoje robiłam w małym salonie mojej kuzynki z Belfast. Zayn’a było stać na to, co najlepsze, więc to mnie nie zdziwiło.
- Blair, to mój kumpel, Matt. Matt, to jest Blair, mówiłem ci o jej niesamowitych tatuażach… - przestawił mnie chłopakowi z kolczykiem w brwi i tatuażem z prostym napisem… „tattoo” na prawym, umięśnionym ramieniu. Był wysokim, dobrze zbudowanym brunetem o ciemnoniebieskich oczach. Uśmiechał się do mnie w szelmowski sposób, a ja udawałam, że mnie to nie rusza.
- Moja kuzynka Mary je robiła – wyjaśniłam.
- Profesjonalna robota – ocenił, patrząc po mnie i mrugając. – Ok, Zaynlord, co dzisiaj?
Zaynlord? Ej, czy to nie ksywka, którą potajemnie dałyśmy z Jeanette Zayn’owi? Skąd oni o tym wiedzieli?
- Zaynlord? – spytałam na głos.
- Taa, przeczytałem to na Twitterze od jakiejś fanki – machnął ręką i zaśmiał się. - Co masz taką minę?
- Bo ta fanka… to ja albo Jeanette – przegryzłam wargę, a szatyn objął mnie ramieniem i wybuchnął śmiechem, na co brunet się skrzywił. – Dobra, miałam ci pomagać z tatuażem, zdawaj się na moją łaskę. Co tam masz, Matt? – żachnęłam się.
- Arabskie napisy. Pod każdym jest tłumaczenie jakby co. Macie pół godziny na wybór, bo ja mam teraz do zrobienia tatuaż na osiemnastkę – odparł i wszedł do gabinetu, bo mi siedzieliśmy w takiej jakby poczekalni, ale z kanapami, ciasteczkami na stolikach i w ogóle.
- Osiemnastka… Też miałem wtedy pierwszy tatuaż…
- A ja trzeci – zastanowiłam się. – No chyba.
- To ile ty masz lat? – zdziwił się.
- W styczniu skończyłam osiemnaście, ale tatuaże robiłam dużo wcześniej.
- Aha – pokiwał głową. – Okej, który ci się podoba?
- To twoje ciało, ty decyduj – powtórzyłam mu swoją odwieczną mantrę przed zrobieniem tatuażu.
Obejrzeliśmy z dziesięć stron napisów, ale żaden nie spodobał się Malik’owi na tyle, żeby mógł go sobie wytatuować. W końcu pokazałam mu na coś, co mi się spodobało:
- „Rób to, co kochasz” – wyrecytowałam tłumaczenie, patrząc w jego piwne oczy.
- Pokaż – zabrał mi katalog. – To jest super – stwierdził, akurat kiedy Matt do nas podszedł. Zayn pokazał mu wzór, a ten pokiwał głową.
- To zapraszam do gabinetu. Panie też mile widziane – dodał, spoglądając na mnie.
Patrzyłam, jak robi Zayn’owi tatuaż i wiedziałam, że to boli, ale mnie to nie ruszało. Wiele razy przez to przechodziłam, on też. Tatuaż znalazł się na wysokości lewego barku. Wyglądał zajebiście na opalonym i umięśnionym ciele muzyka.
- Smaruj go tym przez dwa tygodnie. Jak nic się nie będzie potem paskudzić, to możesz przestać – podał mu tubkę z kremem tatuażysta, a mi wizytówkę. – Zadzwoń w wolnej chwili – mrugnął do mnie. To było totalnie żenujące, zważywszy na obecność Malik’a.
Piosenkarz nasmarował sobie tatuaż, ubrał koszulkę i wyszliśmy ze studia.
- To jeżeli to wszystko to ja już pój… - zaczęłam.
- Nie chciałabyś tu zostać? – spytał nagle, a ja zastanowiłam się, wpatrując się w przestrzeń, po czym zamrugałam szybko i pokręciłam głową.
- Bangor to mój dom, ja… zawsze lubiłam duże miasta, ale… może dopiero po studiach. Mam jeszcze prawie dwa lata liceum – dodała.
- No tak, ja wcześniej zdawałem egzaminy końcowe – westchnął. – Po prostu czuję, że… nie wiem, to takie głupie – kopnął kamień przed siebie.
- Postaram się nie śmiać głośno, wierz mi, robiłam gorsze głupoty. Jak wczoraj: upiłam się, głowa mi pęka, a Jeanette poprzerabiała ciuchy Jade.
- Czuję, że jesteś moją bratnią duszą – wyznał, patrząc mi w oczy.
Zatkało mnie. Otworzyłam szeroko usta ze zdziwienia, a potem je zamknęłam i głęboko oddychałam.
- Widzisz? Głupota – pokręcił głową, pesząc się.
- Nie, Zayn, to nie głupota, tylko… to było głębokie – starałam się wyjaśnić i na tym skończyła się nasza rozmowa, bo zobaczyliśmy na horyzoncie Valerie i Jeanette pijące kawę i machające do nas. Podeszliśmy do ich stolika, chłopak pochwalił się nowym tatuażem.
- Ja bym zrobiła tatuaż, ale po pierwsze, nie wiem jaki, a po drugie: no cóż, brak kasy – westchnęła Valerie.
- A gdzie zgubiłyście Jade? – spytałam.
- Dzisiaj ma dzień z Niall’em, bo wieczorem jedzie na kilka dni do mojego wujka, do Paryża – wyjaśniła Jeanette.
No tak, Paryż, Francja, wielki świat. Wiedziałam, że Jean chętnie by tam wróciła, bo od małego projektowała sukienki dla lalek, a potem dla siebie i koleżanek. Była też fotografką, ale akurat ten talent odziedziczyła po swoim tacie, który był synem irlandzkiej modelki i brytyjskiego biznesmena. W sumie Jeanette miała francusko-irlandzko-brytyjskie korzenie, ale uważała się za rodowitą Francuzkę, gdyż w Paryżu spędziła większość życia. Ja od maleńkości śpiewałam, co tylko leciało w radiu, z wierzy czy z czegokolwiek. Ale przed występami publicznymi zawsze miałam wielki strach, nie lubiłam pokazywać się na scenie.
Po kawie z Zayn’em i dziewczynami piosenkarz zaproponował partyjkę… szachów w ich kompleksie. Zdziwiona i jednocześnie rozbawiona zgodziłam się, a Valerie i Jeanette poszły gdzieś w daleki świat. Umówiłyśmy się, że spotkamy się na lotnisku o siódmej, a było przed lunchem, więc miałam mnóstwo czasu dla mojego kolegi.
Po przyjściu do kompleksu zastaliśmy Liam’a chodzącego gorączkowo w tę i z powrotem z góry na dół, Harry’ego pichcącego coś w kuchni i oglądającego MTV Louis’a.
- Cześć, pamiętacie Blair? – spytał w zgiełku Zayn.
- Mhmm… - mruknęli wszyscy, najwidoczniej mając mnie gdzieś. A może po prostu byli zmęczeni po trasie?
- No to chodź do mnie – pociągnął mnie za rękę po schodach. Zauważyłam tylko 4 drzwi i zdziwiłam się. – A, no tak. Ta część kompleksu jest moja, Niall’a i Liam’a. A czwarte tajemnicze drzwi to łazienka – wyjaśnił i otworzył drzwi ozdobione podłużnymi karteczkami. Zauważyłam, że są na nich cytaty, z których część znałam z Twitter’a Zayn’a. Chłopak zamknął za nami drzwi i znalazłam się w pokoju, który wyglądał, jak przeciętny, męski pokój: trochę plakatów sportowców, kilka seksownych piosenkarek i aktorek, byle jak pościelone łóżko i kilka ciuchów ułożonych na krześle. Zauważyłam też toaletkę, na której było pełno szczotek, grzebieni i innych przyborów do włosów. Zaśmiałam się. A jednak Zayn naprawdę był „vain”. Na całej podłodze była wykładzina, więc na niej usiedliśmy, a piosenkarz wyjął spod łóżka planszę i pionki do szachów.
- Nie żartowałeś – parsknęłam śmiechem.
- Ale jest tu haczyk – uśmiechnął się szelmowsko.
- Nasłuchuję uważnie – spojrzałam na niego uwodzicielsko, oblizując wargi.
- Tracisz pionka, ściągasz jedną rzecz – nie znałam go od tej strony, ale to mi się, o dziwo, podobało. Tak jak publicznie u Matt’a mnie to żenowało, tak u Zayn’a w zaciszu domu było to seksowne. Co mi szkodziło? Nikt się nie dowie…
- I nawzajem – mruknęłam, mrugając do niego. Pokiwał głową i dostałam białe pionki, a on czarne. Gra szła nam oboju dobrze, więc żadne z nas nie traciło pionków, gdy nagle…
- Raz, dwa, trzy… - wyliczyłam i zgarnęłam trzy pionki, szczerząc zęby i unosząc znacząco brew. Szatyn westchnął i ściągnął buty oraz koszulkę. – Nie ma, buty to jakby jedno – dodałam, a on ściągnął skarpetki, pokazując mi język. Potem ja straciłam jeden, więc ściągnęłam buty. Rozsiadłam się wygodnie, oglądając swoje pomalowane na różowo paznokcie u nóg, a chłopak zbił mi kolejne dwa pionki. Wzdychając pozbyłam się bluzki i spódniczki. Genialnie, Blair, siedzisz przed Zayn’em Malik’iem w samym staniku i rajstopach. Postanowiłam skupić się na grze, chodź półnagi chłopak mnie rozpraszał. Załatwiłam jego kolejny pionek, więc chciał sięgnąć po pasek do spodni, żeby je zdjąć, ale ja zrobiłam to za niego. A potem spojrzeliśmy sobie z pasją w oczy i zaczęliśmy namiętnie całować. Szachy wbijały mi się w tyłek i jęknęłam, co Zayn musiał odebrać jako zachętę, bo zdjął mi rajstopy i jedyne co nam pozostało do zdjęcia, to bielizna. Przenieśliśmy się z całowaniem na łóżko. Położyłam się na Zayn’a i przejechałam językiem po jego rozpalonym torsie, aż do brzucha. Podczas gdy ja zauważałam pod slipkami jego erekcję, on rozpinał mi stanik, a drugą ręką sięgał pod łóżko, wyciągając prezerwatywę. A potem… po prostu to zrobiliśmy, kończąc po niecałych 5 minutach obustronnym orgazmem. Po seksie przytuliłam się do Zayn’a, a on pocałował mnie w głowę i… zaczęłam płakać jak małe dziecko.
- Co się stało? – zmartwił się, gładząc mnie po włosach.
- Właśnie straciłam dziewictwo… właśnie z tobą… - łkałam.
- Dziewi… o cholera, chyba nie byłem zbyt… ostry? – przegryzł wargę, jak zawsze, gdy się denerwował.
- Nie – pokręciłam głową pociągając nosem. – Ale… nie chcę żeby to okazało się tylko pięknym snem – wyszeptałam.
- Nie okaże – pocałował mnie w usta.
Już miałam zadać mu to najważniejsze pytanie, od którego miało zależeć niemal wszystko, ale usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- ZAYN, NA ROZMOWĘ!!! – to był głos Liam’a.
- Szykują się kłopoty – mruknął, zaczynając się ubierać. – Poczekaj tutaj, dobrze? – pocałował mnie w czoło i wyszedł na korytarz, a ja ubrałam swoje rzeczy i wytarłam łzy chusteczkami nawilżającymi, które znalazłam na kosmetyczce Zayn’a i przyjrzałam się sobie. Tak, Blair Cast. Jesteś już oficjalnie kobietą.
____________________________________________
Wiem, wiem, a teraz będzie: CO?! BLAIR I ZAYN TAK SZYBKO?! Oj wiem, sknociłam sprawę. Przepraszam, mam nadzieję iż szlachta czytająca to opowiadanie mi wybaczy... ;)
Rozdział z dedykacją dla Moniki (Blair). Wiem, jak czekałaś na tą scenę, hah. Kocham Cię "ciociu" :D ♥
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!Rozdział z dedykacją dla Moniki (Blair). Wiem, jak czekałaś na tą scenę, hah. Kocham Cię "ciociu" :D ♥
@MargaaStyles xx