(perspektywa
Blair)
Mimo iż w studiu czułam się jak ryba w wodzie,
męczyły mnie te codzienne sesje nagraniowe i mieszkanie z Cowell’em w Londynie.
Wybrałam z wujkiem najlepsze piosenki, kilka moich, kilka innych i album był
prawie gotowy. A jak miałam zamiar skończyć szkołę bez chodzenia do niej? No cóż,
album wychodzi dopiero we wrześniu, więc przez wakacje mam czas, żeby zdać
egzaminy. Znaczy mam na myśli tak jak Harry, wszystkie egzaminy licealne, aż do
matury, którą planuję napisać pod koniec sierpnia. Gdy wyjdzie album, trzeba go
promować, sesje zdjęciowe, potem trasa… Myślałam, że to będzie prostsze, że
gwiazdy naprawdę mają łatwo. Myliłam się. Fakt, że byłam spokrewniona z samym
Simon’em Cowell’em tylko wszystkich nakręcał do poprawiania mnie ciągle. Wręcz
zajebiście, eh.
Wszyscy w studiu upierali się, żeby drugim singlem
była piosenka Want U Back. Miałam nawet nagrać do niej teledysk. Ale dla mnie
była po prostu… zbyt osobista. Z resztą tak jak wszystkie. Napisałam ją, gdy
zobaczyłam Zayn’a na mieście z jakąś dziewczyną: rudą, niską, a w dodatku bardzo
krótko ściętą. Siedziałam wtedy z Liam’em w Nando’s i omawialiśmy z Valerie
przez Skype szczegóły mojego występu na ślubie. Ruda i Malik siedzieli dwa
stoliki od nas, a on wyrywał ją na tatuaż, który zrobił przy mnie. To bolało,
ale nie chodziło nawet o niego. Brzmi to idiotycznie i niedojrzale, ale… ja
miałam go pierwsza. Może przede mną były jakieś inne, tak samo wykorzystane,
ale chyba to ja byłam pierwszą, która rzuciła jego. Nie, to nie zazdrość, ale
ona po prostu… powiedzmy, że wżynała mi się w życie jak jakiś klin. I te jej
spodnie, brr. To my zawsze pokazywaliśmy sobie tatuaże, chodziliśmy do Nando’s,
a ja pomagałam mu rzucić palenie. Ok, chciałam go z powrotem, ale co nam po
związku z miłości tylko z jednej strony?
- Blair, nagrasz jeszcze drugą wersję, akustyczną,
ok? – zapytał Will, chyba jedyna osoba w ekipie, która nie miała gdzieś mojego
zdania, a ja uniosłam kciuk do góry. Do dźwiękoszczelnej kabiny, ku mojemu
zdziwieniu, wszedł Niall. Przywitałam się z nim uściskiem, a on wziął spod ściany
gitarę, nastroił ją i zaczął grać, a ja momentalnie śpiewać. Trochę dziwnie
było śpiewać o jego kumplu, ale mówi się trudno i żyje się dalej. Po
zakończeniu piosenki usłyszeliśmy Will’a:
- Ok, wyszło super, dzięki Niall. Masz przerwę na
lunch, a potem spotkanie z Simon’em – dodał, a my wyszliśmy z tego
pomieszczenia.
- Co tu robisz? – spytałam, gdy wyszliśmy ze studia.
- Ja tylko pomagam – uniósł dłonie do góry w geście
poddania.
- Ta, jasne – prychnęłam. – Malik cię przysłał?
- Malik siedzi z Audrey – odparł, a ja kiwnęłam
głową. Przynajmniej wiedziałam, jak ta ruda miała na imię. – Idziesz z nami na
lunch? – spytał, a ja zauważyłam, że w naszą stronę zbliża się Jade.
- Nie, nie będę przeszkadzać, pójdę… Emm… z Will’em
– wpadło mi do głowy, a blondyn pokiwał głową. Przywitałam się i pożegnałam z
Jade, a potem weszłam do studia. Szarooki brunet nadal siedział przy mikserze
ze słuchawkami na uszach. Miał zamknięte oczy i ruszał ustami, udając, że
śpiewa. Dotknęłam jego ramienia, a on podskoczył i zdjął słuchawki, wyłączając
sprzęt.
- Rany, nie wiedziałam, że jestem taka straszna –
mruknęłam, podciągając rękawy swetra aż po końce palców.
- Nie, nie jesteś – pokręcił głową z uśmiechem.
- Idziesz na lunch?
- Myślałem, że idziesz z Niall’em.
- Przecież on ma dziewczynę, nie, no co ty –
pokręciłam głową. – To co, KFC?
- Jestem wegetarianinem – wyjaśnił z powagą, a ja
rozejrzałam się po pokoju zdezorientowana. Zaśmiał się, a potem dodał: - Nie
no, żartuję. Chętnie.
Wzięliśmy sobie na spółę kubełek Classic i zaczęliśmy
jeść.
- Simon wspominał, że za kilka dni nagrywasz
mash-off do dwóch części Love The Way You Lie – zauważył.
- Błagam, wszyscy dookoła rozmawiają o mojej pracy –
wywróciłam oczami.
- Dobra, to o czym chcesz rozmawiać?
- Na pewno nie o moim spierdolonym życiu uczuciowym
– stwierdziłam. – Pracujemy razem od kilku dni, a prawie cię nie znam. Opowiedz
coś o sobie – poprosiłam.
- Jestem Will Collins, mam 22 lata i do ukończenia
liceum mieszkałem w USA – wyjaśnił. – Nie chwaląc się, moja mama, Suzanne, napisała
trylogię „Igrzyska Śmierci” – dodał.
- Nie czytałam, ale widziałam ekranizację pierwszego
tomu w kinie – odparłam życzliwie.
- No, w każdym razie mniejsza o nią – machnął ręką.
– Po liceum przyjechałem tu i w tej chwili kończę studia z managerii. Wiesz o
co chodzi, bycie menagerem – wyjaśnił. – Jestem w studiu na stażu, żeby
zobaczyć, jak pracują gwiazdy. Zdążyłem poznać Olly’ego Murs’ea, One Direction
i… ciebie – uśmiechnął się.
- Nie jestem gwiazdą, wydałam jeden singiel –
stwierdziłam, kończąc drugi kawałek kurczaka.
- Twój singiel przebił Justin’a Bieber’a, Katy Perry
i The Wanted. Jedyny singiel przed tobą to One Thing! – pokazał mi iTunes w
telefonie, a ja otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Przecież End Up Here
to...
- Ale ja to napisałam na serwetce – wydukałam, a on
się zaśmiał. – Kredką do oczu – dodałam.
- J.K Rowling też pisała na serwetkach i zobacz jak
działa magia.
- Ale Harry Potter to co innego, to był przełom w
literaturze młodzieżowej – wytknęłam mu język.
- A ty będziesz żeńskim przełomem na rynku Wielkiej
Brytanii. Znaczy, bez urazy, ale 1D są męskim – dodał, a ja pokiwałam głową,
przeżuwając frytki w milczeniu.
End Up Here na drugim miejscu na iTunes. Nawet
Boyfriend Bieber’a było o jedno miejsce za mną. Szczerze mówiąc wcześniej nie
widziałam nawet okładki swojego singla, miałam to gdzieś. Teraz okazało się, że
jest na nim moje zdjęcie, gdy nagrywałam piosenkę w studiu. Skupiona, z
zamkniętymi oczami, śpiewająca.
- Mieliśmy nie gadać o pracy – zauważyłam, oddając
mu telefon przy okazji sprawdzając godzinę. – A za 5 minut kończy się przerwa,
lepiej chodźmy już – dodałam i wróciliśmy do studia.
(perspektywa
Valerie)
- Jesteś pewna, że chcesz się przeprowadzić teraz, a
nie po ślubie? – spytała wyraźnie podenerwowana mama, patrząc na pudła
rozstawione u mnie w pokoju.
- Tak – odparłam, ocierając pot z czoła. Pakowanie
jednak potrafi być męczące. – Jutro po te rzeczy przyjedzie ciężarówka, Liam
powiedział, że z chłopakami rozstawią meble, a potem to już tylko wypakować te
pudła i… jesteśmy w domu – zaśmiałam się, siadając na moim łóżku bez pościeli.
– Pożyczysz mi jakąś, prawda? – spytałam jej, a ona pokiwała głową.
- Kochanie… małżeństwa w tym wieku potrafią być…
nietrwałe i…
- Mamo – powiedziałam stanowczo. – To nie jest tak,
że mamy być młodym małżeństwem bez pieniędzy. Ani nie tak, że będę żerować na
jego sławie. Pójdę na studia, znajdę pracę, naprawdę – tłumaczyłam jej.
- Jednak wychowałam mądre dziecko – przytuliła mnie
i pocałowała w głowę. – Badałaś się ostatnio? – spytała, spoglądając na moją
nogę.
- Mhm, byłam u lekarza jakieś 4 dni temu –
odpowiedziałam.
- I co, nic się nie paskudzi?
- Minęło 9 lat, nic się nie spaskudzi, na pewno – i
wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiona otworzyłam, widząc przed sobą…
Heath’a. – Ee.. cześć. W-wejdź – zaprosiłam go do środka. Pierwszy raz odkąd
się znamy był u mnie w domu. Dziwne, prawda? Nawet nie znał moich rodziców, ale
teraz miał okazję poznać mamę.
- Dzień dobry, jestem Heath, przy… ee… kumpel
Valerie – skinął głową na moją rodzicielkę schodzącą po schodach.
- Katherine Humphrey, jej mama – uśmiechnęła się i
podała mu pulchną dłoń. – To ja idę jeszcze zobaczyć po pokojach, czy czegoś
nie zostawiłaś – dodała i zostawiła nas samych. Poszliśmy do kuchni.
- O co chodzi? – spytałam wprost.
- Chciałem ci dać prezent do nowego domu – odparł i
wyciągnął zza pleców ozdobną popielniczkę.
- Jest śliczna – stwierdziłam i uściskałam go. – Dziękuję
– dodałam.
- Zobaczymy się jeszcze? Znaczy, przed moim
wyjazdem? Pobędziemy sami i pogadamy?
- Ale nie chcę, żeby to się skończyło tak jak
ostatnio, ok? – odparłam rzeczowym tonem.
- Jesteś prawie mężatką, o co ty mnie osądzasz?! –
zrobił obrażoną minę, a potem oboje się zaśmialiśmy. – Do zobaczenia jutro w
szkole – pożegnał się i wyszedł.
Następnego dnia przyjechała „ekipa wujka Lou”. Nie
no, serio, z tego co wiedziałam, to wszyscy przysięgali, że nikomu nie
powiedzą, gdzie i z kim się przeprowadzam. Pewnie Liam miał gorzej, ich dom
paparazzi mają na celowniku 24/7. Chyba, że…
- Panie Tomlinson, jakim cudem nikt nie zauważył, że
przewoziliście rzeczy Liam’a?
- Działaliśmy pod osłoną nocy – zaśmiał się, a ja
pokiwałam głową. Tak jak myślałam. Podziękowałam całej ekipie, gdy wzięli
wszystkie pudła z moimi rzeczami, a następnie weszłam do swojego prawie pustego
pokoju. Jedyne rzeczy, które tam stały, to puste półki, biurko i łóżko z
pościelą pożyczoną do jutra od mamy. Wciągnęłam powietrze. Tak, mimo wszystko
pachniało papierosami i tanimi perfumami. Jutro miałam wziąć ze sobą tylko
kilka rzeczy: trochę ubrań i butów, bo musiałam w czymś dzisiaj i jutro
chodzić, piżamę, kosmetyki i dokumenty. Tak wyglądało moje życie. Spakowane w
pudła i wywiezione. Usiadłam na skraju łóżka i spojrzałam przez okno. Było
wręcz gorąco jak na połowę kwietnia, a wszyscy, łącznie ze mną, chodzili w
rybaczkach i krótkich rękawkach. Zauważyłam, że pani DeFines prowadzi Blaine’a
z plecakiem z Power Rangers z przedszkola, a on z zapałem coś jej opowiada,
zapewne swoje „przedszkole przygody”. Aż się uśmiechnęłam pod nosem. I nagle
wyobraziłam sobie siebie, jako matkę. Szybko jednak odrzuciłam tą myśl.
Małżeństwo? Ok. Ale dzieci? Nie teraz. I tak miałam już pooraną psychikę, nie
chciałam robić tego samego swoim dzieciom. Nie, dopóki całkowicie się nie
przekonam, że życie ma sens. Bo jakoś nie do końca wierzę w to, co próbuję
sobie wmówić.
Nagle zatęskniłam za Liam’em. Już miałam szczegółowo
zaplanowany nasz pierwszy wieczór w nowym domu. Kolacja przy świecach, długa
rozmowa przy kominku i… nasz pierwszy, wspólny raz. Mimo iż wiedziałam, że on
nie jest prawiczkiem, a ja nie dziewicą, chciałam wiedzieć, jak to jest robić
to z osobą, którą się kocha. „Seks bez
miłości to jak wampir bez ludzkiej krwi, jest słaby” – zacytowałam w
myślach swoje słowa skierowane do Zayn’a. Ale czy rzeczywiście tak było? Tego
dopiero się dowiem.
Resztę dnia spędziłam wymieniając SMS-y z Jeanette i
omawiając szczegóły projektu sukni. Naprawdę się w to zaangażowała, mimo iż do
lipca jeszcze długi czas. Wieczorem zjadłam z mamą kolację, ostatnią jako
mieszkanka tego domu, czyli jej popisową zupę szczawiową. Była przepyszna, jak
zawsze. Po kolacji obejrzałam jeszcze najnowszy odcinek „Pamiętników Wampirów”
i poszłam spać.
____________________________________________________________
No i jest kolejny rozdział ;) Wieje nudą, no wiem... Ale w następnym już się dzieje, przeprowadzka biczeeees *-*
A teraz zajmijmy się moim szantażem/reklamą:
CZYTAJCIE TEN BLOG ♥
http://our-unusual-story.blogspot.com/
Jest naprawdę GENIALNY, a ma mało czytelników i komentarzy... Jest prolog i 2 rozdziały, to naprawdę NIEDUŻO do czytania, nawet jak ktoś jest oporny. A dlaczego to szantaż...? Bo... bo... BO JAK NIE TO SIE FOCHNE FOREVER HAHA XD
No dobra, nie zamulam już ;)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
@MargaaStyles xx
No i jest kolejny rozdział ;) Wieje nudą, no wiem... Ale w następnym już się dzieje, przeprowadzka biczeeees *-*
A teraz zajmijmy się moim szantażem/reklamą:
CZYTAJCIE TEN BLOG ♥
http://our-unusual-story.blogspot.com/
Jest naprawdę GENIALNY, a ma mało czytelników i komentarzy... Jest prolog i 2 rozdziały, to naprawdę NIEDUŻO do czytania, nawet jak ktoś jest oporny. A dlaczego to szantaż...? Bo... bo... BO JAK NIE TO SIE FOCHNE FOREVER HAHA XD
No dobra, nie zamulam już ;)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
@MargaaStyles xx
