wtorek, 8 maja 2012

Rozdział 16: "Want U Back"

(perspektywa Blair)
Mimo iż w studiu czułam się jak ryba w wodzie, męczyły mnie te codzienne sesje nagraniowe i mieszkanie z Cowell’em w Londynie. Wybrałam z wujkiem najlepsze piosenki, kilka moich, kilka innych i album był prawie gotowy. A jak miałam zamiar skończyć szkołę bez chodzenia do niej? No cóż, album wychodzi dopiero we wrześniu, więc przez wakacje mam czas, żeby zdać egzaminy. Znaczy mam na myśli tak jak Harry, wszystkie egzaminy licealne, aż do matury, którą planuję napisać pod koniec sierpnia. Gdy wyjdzie album, trzeba go promować, sesje zdjęciowe, potem trasa… Myślałam, że to będzie prostsze, że gwiazdy naprawdę mają łatwo. Myliłam się. Fakt, że byłam spokrewniona z samym Simon’em Cowell’em tylko wszystkich nakręcał do poprawiania mnie ciągle. Wręcz zajebiście, eh.
Wszyscy w studiu upierali się, żeby drugim singlem była piosenka Want U Back. Miałam nawet nagrać do niej teledysk. Ale dla mnie była po prostu… zbyt osobista. Z resztą tak jak wszystkie. Napisałam ją, gdy zobaczyłam Zayn’a na mieście z jakąś dziewczyną: rudą, niską, a w dodatku bardzo krótko ściętą. Siedziałam wtedy z Liam’em w Nando’s i omawialiśmy z Valerie przez Skype szczegóły mojego występu na ślubie. Ruda i Malik siedzieli dwa stoliki od nas, a on wyrywał ją na tatuaż, który zrobił przy mnie. To bolało, ale nie chodziło nawet o niego. Brzmi to idiotycznie i niedojrzale, ale… ja miałam go pierwsza. Może przede mną były jakieś inne, tak samo wykorzystane, ale chyba to ja byłam pierwszą, która rzuciła jego. Nie, to nie zazdrość, ale ona po prostu… powiedzmy, że wżynała mi się w życie jak jakiś klin. I te jej spodnie, brr. To my zawsze pokazywaliśmy sobie tatuaże, chodziliśmy do Nando’s, a ja pomagałam mu rzucić palenie. Ok, chciałam go z powrotem, ale co nam po związku z miłości tylko z jednej strony?
- Blair, nagrasz jeszcze drugą wersję, akustyczną, ok? – zapytał Will, chyba jedyna osoba w ekipie, która nie miała gdzieś mojego zdania, a ja uniosłam kciuk do góry. Do dźwiękoszczelnej kabiny, ku mojemu zdziwieniu, wszedł Niall. Przywitałam się z nim uściskiem, a on wziął spod ściany gitarę, nastroił ją i zaczął grać, a ja momentalnie śpiewać. Trochę dziwnie było śpiewać o jego kumplu, ale mówi się trudno i żyje się dalej. Po zakończeniu piosenki usłyszeliśmy Will’a:
- Ok, wyszło super, dzięki Niall. Masz przerwę na lunch, a potem spotkanie z Simon’em – dodał, a my wyszliśmy z tego pomieszczenia.
- Co tu robisz? – spytałam, gdy wyszliśmy ze studia.
- Ja tylko pomagam – uniósł dłonie do góry w geście poddania.
- Ta, jasne – prychnęłam. – Malik cię przysłał?
- Malik siedzi z Audrey – odparł, a ja kiwnęłam głową. Przynajmniej wiedziałam, jak ta ruda miała na imię. – Idziesz z nami na lunch? – spytał, a ja zauważyłam, że w naszą stronę zbliża się Jade.
- Nie, nie będę przeszkadzać, pójdę… Emm… z Will’em – wpadło mi do głowy, a blondyn pokiwał głową. Przywitałam się i pożegnałam z Jade, a potem weszłam do studia. Szarooki brunet nadal siedział przy mikserze ze słuchawkami na uszach. Miał zamknięte oczy i ruszał ustami, udając, że śpiewa. Dotknęłam jego ramienia, a on podskoczył i zdjął słuchawki, wyłączając sprzęt.
- Rany, nie wiedziałam, że jestem taka straszna – mruknęłam, podciągając rękawy swetra aż po końce palców.
- Nie, nie jesteś – pokręcił głową z uśmiechem.
- Idziesz na lunch?
- Myślałem, że idziesz z Niall’em.
- Przecież on ma dziewczynę, nie, no co ty – pokręciłam głową. – To co, KFC?
- Jestem wegetarianinem – wyjaśnił z powagą, a ja rozejrzałam się po pokoju zdezorientowana. Zaśmiał się, a potem dodał: - Nie no, żartuję. Chętnie.
Wzięliśmy sobie na spółę kubełek Classic i zaczęliśmy jeść.
- Simon wspominał, że za kilka dni nagrywasz mash-off do dwóch części Love The Way You Lie – zauważył.
- Błagam, wszyscy dookoła rozmawiają o mojej pracy – wywróciłam oczami.
- Dobra, to o czym chcesz rozmawiać?
- Na pewno nie o moim spierdolonym życiu uczuciowym – stwierdziłam. – Pracujemy razem od kilku dni, a prawie cię nie znam. Opowiedz coś o sobie – poprosiłam.
- Jestem Will Collins, mam 22 lata i do ukończenia liceum mieszkałem w USA – wyjaśnił. – Nie chwaląc się, moja mama, Suzanne, napisała trylogię „Igrzyska Śmierci” – dodał.
- Nie czytałam, ale widziałam ekranizację pierwszego tomu w kinie – odparłam życzliwie.
- No, w każdym razie mniejsza o nią – machnął ręką. – Po liceum przyjechałem tu i w tej chwili kończę studia z managerii. Wiesz o co chodzi, bycie menagerem – wyjaśnił. – Jestem w studiu na stażu, żeby zobaczyć, jak pracują gwiazdy. Zdążyłem poznać Olly’ego Murs’ea, One Direction i… ciebie – uśmiechnął się.
- Nie jestem gwiazdą, wydałam jeden singiel – stwierdziłam, kończąc drugi kawałek kurczaka.
- Twój singiel przebił Justin’a Bieber’a, Katy Perry i The Wanted. Jedyny singiel przed tobą to One Thing! – pokazał mi iTunes w telefonie, a ja otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Przecież End Up Here to...
- Ale ja to napisałam na serwetce – wydukałam, a on się zaśmiał. – Kredką do oczu – dodałam.
- J.K Rowling też pisała na serwetkach i zobacz jak działa magia.
- Ale Harry Potter to co innego, to był przełom w literaturze młodzieżowej – wytknęłam mu język.
- A ty będziesz żeńskim przełomem na rynku Wielkiej Brytanii. Znaczy, bez urazy, ale 1D są męskim – dodał, a ja pokiwałam głową, przeżuwając frytki w milczeniu.
End Up Here na drugim miejscu na iTunes. Nawet Boyfriend Bieber’a było o jedno miejsce za mną. Szczerze mówiąc wcześniej nie widziałam nawet okładki swojego singla, miałam to gdzieś. Teraz okazało się, że jest na nim moje zdjęcie, gdy nagrywałam piosenkę w studiu. Skupiona, z zamkniętymi oczami, śpiewająca.
- Mieliśmy nie gadać o pracy – zauważyłam, oddając mu telefon przy okazji sprawdzając godzinę. – A za 5 minut kończy się przerwa, lepiej chodźmy już – dodałam i wróciliśmy do studia.
(perspektywa Valerie)
- Jesteś pewna, że chcesz się przeprowadzić teraz, a nie po ślubie? – spytała wyraźnie podenerwowana mama, patrząc na pudła rozstawione u mnie w pokoju.
- Tak – odparłam, ocierając pot z czoła. Pakowanie jednak potrafi być męczące. – Jutro po te rzeczy przyjedzie ciężarówka, Liam powiedział, że z chłopakami rozstawią meble, a potem to już tylko wypakować te pudła i… jesteśmy w domu – zaśmiałam się, siadając na moim łóżku bez pościeli. – Pożyczysz mi jakąś, prawda? – spytałam jej, a ona pokiwała głową.
- Kochanie… małżeństwa w tym wieku potrafią być… nietrwałe i…
- Mamo – powiedziałam stanowczo. – To nie jest tak, że mamy być młodym małżeństwem bez pieniędzy. Ani nie tak, że będę żerować na jego sławie. Pójdę na studia, znajdę pracę, naprawdę – tłumaczyłam jej.
- Jednak wychowałam mądre dziecko – przytuliła mnie i pocałowała w głowę. – Badałaś się ostatnio? – spytała, spoglądając na moją nogę.
- Mhm, byłam u lekarza jakieś 4 dni temu – odpowiedziałam.
- I co, nic się nie paskudzi?
- Minęło 9 lat, nic się nie spaskudzi, na pewno – i wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiona otworzyłam, widząc przed sobą… Heath’a. – Ee.. cześć. W-wejdź – zaprosiłam go do środka. Pierwszy raz odkąd się znamy był u mnie w domu. Dziwne, prawda? Nawet nie znał moich rodziców, ale teraz miał okazję poznać mamę.
- Dzień dobry, jestem Heath, przy… ee… kumpel Valerie – skinął głową na moją rodzicielkę schodzącą po schodach.
- Katherine Humphrey, jej mama – uśmiechnęła się i podała mu pulchną dłoń. – To ja idę jeszcze zobaczyć po pokojach, czy czegoś nie zostawiłaś – dodała i zostawiła nas samych. Poszliśmy do kuchni.
- O co chodzi? – spytałam wprost.
- Chciałem ci dać prezent do nowego domu – odparł i wyciągnął zza pleców ozdobną popielniczkę.
- Jest śliczna – stwierdziłam i uściskałam go. – Dziękuję – dodałam.
- Zobaczymy się jeszcze? Znaczy, przed moim wyjazdem? Pobędziemy sami i pogadamy?
- Ale nie chcę, żeby to się skończyło tak jak ostatnio, ok? – odparłam rzeczowym tonem.
- Jesteś prawie mężatką, o co ty mnie osądzasz?! – zrobił obrażoną minę, a potem oboje się zaśmialiśmy. – Do zobaczenia jutro w szkole – pożegnał się i wyszedł.
Następnego dnia przyjechała „ekipa wujka Lou”. Nie no, serio, z tego co wiedziałam, to wszyscy przysięgali, że nikomu nie powiedzą, gdzie i z kim się przeprowadzam. Pewnie Liam miał gorzej, ich dom paparazzi mają na celowniku 24/7. Chyba, że…
- Panie Tomlinson, jakim cudem nikt nie zauważył, że przewoziliście rzeczy Liam’a?
- Działaliśmy pod osłoną nocy – zaśmiał się, a ja pokiwałam głową. Tak jak myślałam. Podziękowałam całej ekipie, gdy wzięli wszystkie pudła z moimi rzeczami, a następnie weszłam do swojego prawie pustego pokoju. Jedyne rzeczy, które tam stały, to puste półki, biurko i łóżko z pościelą pożyczoną do jutra od mamy. Wciągnęłam powietrze. Tak, mimo wszystko pachniało papierosami i tanimi perfumami. Jutro miałam wziąć ze sobą tylko kilka rzeczy: trochę ubrań i butów, bo musiałam w czymś dzisiaj i jutro chodzić, piżamę, kosmetyki i dokumenty. Tak wyglądało moje życie. Spakowane w pudła i wywiezione. Usiadłam na skraju łóżka i spojrzałam przez okno. Było wręcz gorąco jak na połowę kwietnia, a wszyscy, łącznie ze mną, chodzili w rybaczkach i krótkich rękawkach. Zauważyłam, że pani DeFines prowadzi Blaine’a z plecakiem z Power Rangers z przedszkola, a on z zapałem coś jej opowiada, zapewne swoje „przedszkole przygody”. Aż się uśmiechnęłam pod nosem. I nagle wyobraziłam sobie siebie, jako matkę. Szybko jednak odrzuciłam tą myśl. Małżeństwo? Ok. Ale dzieci? Nie teraz. I tak miałam już pooraną psychikę, nie chciałam robić tego samego swoim dzieciom. Nie, dopóki całkowicie się nie przekonam, że życie ma sens. Bo jakoś nie do końca wierzę w to, co próbuję sobie wmówić.
Nagle zatęskniłam za Liam’em. Już miałam szczegółowo zaplanowany nasz pierwszy wieczór w nowym domu. Kolacja przy świecach, długa rozmowa przy kominku i… nasz pierwszy, wspólny raz. Mimo iż wiedziałam, że on nie jest prawiczkiem, a ja nie dziewicą, chciałam wiedzieć, jak to jest robić to z osobą, którą się kocha. „Seks bez miłości to jak wampir bez ludzkiej krwi, jest słaby” – zacytowałam w myślach swoje słowa skierowane do Zayn’a. Ale czy rzeczywiście tak było? Tego dopiero się dowiem.
Resztę dnia spędziłam wymieniając SMS-y z Jeanette i omawiając szczegóły projektu sukni. Naprawdę się w to zaangażowała, mimo iż do lipca jeszcze długi czas. Wieczorem zjadłam z mamą kolację, ostatnią jako mieszkanka tego domu, czyli jej popisową zupę szczawiową. Była przepyszna, jak zawsze. Po kolacji obejrzałam jeszcze najnowszy odcinek „Pamiętników Wampirów” i poszłam spać.

____________________________________________________________
No i jest kolejny rozdział ;) Wieje nudą, no wiem... Ale w następnym już się dzieje, przeprowadzka biczeeees *-*
A teraz zajmijmy się moim szantażem/reklamą:
CZYTAJCIE TEN BLOG ♥
http://our-unusual-story.blogspot.com/

Jest naprawdę GENIALNY, a ma mało czytelników i komentarzy... Jest prolog i 2 rozdziały, to naprawdę NIEDUŻO do czytania, nawet jak ktoś jest oporny. A dlaczego to szantaż...? Bo... bo... BO JAK NIE TO SIE FOCHNE FOREVER HAHA XD
No dobra, nie zamulam już ;)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

@MargaaStyles xx

czwartek, 3 maja 2012

Rozdział 15: "You're not normal at all, right?"

[ END UP HERE - do słuchania podczas czytania rozdziału ]
(perspektywa Zayn’a)
- Ok, chłopcy, zaprosiłem was tutaj na debiut mojej siostrzenicy, a waszej… hmm… przyjaciółki. To jej pierwszy singiel. Nazwała go… jak?
- End Up Here – powiedziała do mikrofonu, patrząc na Simon’a. Siedzieliśmy w studiu The Hits Radio, ona za szklaną szybą, a my przy mikserze. To miał być jej pierwszy występ na żywo. Wybrała radio, bo… no chyba dlatego, że nikt jej nie widział. Sam nie wiedziałem, nie rozmawiałem z nią. Zaczęła śpiewać, a już po pierwszych słowach patrzyła mi prosto w oczy. Ta piosenka opisywała całą naszą sytuację. Gdy skończyła, byłem wściekły, zły i…
- NIE ZMUSISZ NIKOGO DO MIŁOŚCI! – wykrzyknąłem. Na szczęście mikrofony po naszej stronie były wyłączone, więc nie słyszał mnie cały świat. Wyszedłem szybkim krokiem przed studio i zapaliłem papierosa. Tylko jedna osoba mogła mi pomóc. Przyjaciółka od papierosa. Valerie Humphrey. Nie odebrała raz, drugi. Spojrzałem na godzinę: 8:58. No tak, przecież Simon zwalniał Blair ze szkoły, w której pewnie jest Valerie. Po dwóch minutach oddzwoniła do mnie.
- Sorry, lekcję miałam, ale przerwy mam 10 minut. Nawijaj.
- Blair napisała piosenkę o tym, jakim jestem skurwielem.
- I ma rację – usłyszałem dźwięk wypuszczanego z ust dymu, a sam się zaciągnąłem. – Po co z nią spałeś, całowałeś, robiłeś nadzieje, skoro doskonale zdawałeś sobie sprawę, że jej nie kochasz? Oszukujesz. Po co to robisz?
- Ja nie oszukuję, nie staram się… Po prostu myślałem, że… no wiesz, zakocham się w końcu.
- Seks bez miłości to jak wampir bez ludzkiej krwi, jest słaby.
- A ty niby skąd to wiesz?
- Takich osobistych pytań to nawet Liam mi nie zadaje. Przemyśl swoje uczucia, dobra? A potem postaraj się do niej wrócić na kolanach, dobrze ci radzę.
- Jasne. Rozumiem… Dzięki, Valerie.
- Zawsze do usług. Tylko nie dzwoń, jak mam lekcje – dodała i rozłączyła się.
(perspektywa Louis’a)
Po powrocie ze studia, postanowiłem pojechać autobusem do zoologicznego, bo prawie nic nie mieliśmy w domu dla małych kociaków Pani Stylinson. Wsiadając do piętrowego, czerwonego autobusu, zauważyłem, że nie siedzi za kierownicą ten starszy, miły pan, tylko młoda dziewczyna o prostych, blond włosach.
- Cześć, jestem Louis – przywitałem się, czekając na reakcję w stylu „ten z One Direction?”.
- Olive, należy się 2 funty – odparła, a ja podałem jej pieniądze i usiadłem niedaleko siedzenia kierowcy. A więc mnie nie znała? A może nie poznała? Tym większa zabawa.
- Co się stało z panem Fink? – zagadnąłem.
- Przeszedł na emeryturę, więc przenieśli mnie na ten autobus. W końcu, bo miałam dosyć tych wycieczek szkolnych – wzdrygnęła się. – Ale teraz powoli zaczynam mieć powyżej uszu niemieckich turystów.
Rozmawialiśmy przez długi czas, a ludzie wsiadali i wysiadali. W końcu spytała:
- A gdzie ty wysiadasz?
- W zoologicznym, na Magnolia Street.
- To na drugim końcu miasta, ja zaraz odwożę autobus na stację – zaśmiała się. – Ale spoko, zostawiłam tam auto, odwiozę cię do domu – dodała.
Gdy podjechała autobusem pod stację, zaproponowała, że możemy jeszcze chwilę posiedzieć na górnym piętrze. Oparła się o barierkę i zaczęła palić papierosa. Dlaczego ja zawsze na takie trafiam?!
- Palisz? – zapytała.
- Nie – pokręciłem głową. – Ale twoje palenie mi nie przeszkadza – dodałem szybko. – Jesteś z Londynu?
- Tak – pokiwała głową. – A ty?
- A ja jestem z Doncaster, ale tu mieszkam, z moim zespołem.
- Oo, jaką muzykę gracie?
- Nie żartuj sobie, ok? – zaśmiałem się.
- O co ci chodzi?
- Louis Tomlinson? One Direction? Mówi ci to coś?
- A więc to wy lecicie 24/7 w The Hits Radio jak tylko włączę radio w autobusie, a dziewczyny z każdej szkoły, jaką woziłam, za wami szaleją?
- No chyba – wzruszyłem ramionami.
- No to dobrze, że już nie wożę wycieczek, bo za taką historię to by mnie chyba powiesiły – parsknęła śmiechem i wypuściła dym nosem.
– Ile masz lat?
- Skończę 23 w październiku, a ty?
- 24 grudnia będę mógł legalnie kupować alkohol w Stanach.
- Co?
- Skończę 21 lat – wyjaśniłem. – Studiujesz czy coś?
- No… chciałam iść na modeling albo śpiew, ale w ostateczności prowadzę autobusy ze szprechającymi turystami. Głównie z braku kasy.
- To nie wydawaj jej na papierosy – odparłem, zanim zdążyłem ugryźć się w język.
- To? – pokazała mi zapalonego papierosa. – To z kasy z testamentu dziadka. Wydziedziczyli moich rodziców, bo coś tam, moja starsza siostra nie chciała tej kasy, a że jej połowy jest więcej niż mojej, czekam, aż ją na mnie przypiszą. I wydaję to co mam na fajki – wyjaśniła. – Wiem, to trujące, bla bla bla – wywróciła oczami.
- Ty nie jesteś całkiem normalna, co?
- Ty też nie.
- Ja? Niby dlaczego?
- Kto jeździ przez całe miasto, żeby potem siedzieć na dachu autobusu z głupią blondynką?
- Ok, ja – wyszczerzyłem się. I już wiedziałem co Zayn mówił mając na myśli, że Blair to jego bratnia dusza…
 (perspektywa Valerie)
- To kiedy się przeprowadzacie? – spytała Jade, dzwoniąc do mnie na przerwie.
- Za niecały tydzień. Do końca roku będę dojeżdżać autobusem, a potem… nie wiem – westchnęłam, siadając przy stoliku na stołówce. Zauważyłam, że w moją stronę idzie Heath. – Dobra, ja coś zjem, ty lepiej też. Pa! – rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni.
- Przemyślałem sprawę – usiadł obok mnie i zabrał jabłko z mojej tacki. – Skoro tak chcesz, to masz – podał mi pendrive.
- A gdzie jest haczyk? – uniosłam brew i zaczęłam jeść sałatkę.
- Nie ma. Żadnych kopii, ukrytych motywów, nic. Rób z tym co chcesz.
- Na serio, Heath, co się z tobą stało? – spytałam, patrząc mu w oczy.
- Kończę szkołę i jadę do Nowego Jorku. Przyjęli mnie na studia. Z tańca. Dowiedziałem się w połowie tej lekcji, bo Shane do mnie zadzwonił, że przyszedł list.
- To ty tańczysz?! – prawie zakrztusiłam się kawałkiem kurczaka.
- A co, myślałaś, że jestem tu tylko po to, żeby ci uprzykrzać życie? Nie. Nagrałem się i wysłałem im swój taniec. Przyjęli mnie z pełnym stypendium. Nie muszę już mieszkać z Shane’m. No, znaczy, od czerwca.
- Spójrz na nas – zaśmiałam się. – Jakiś miesiąc temu narzekaliśmy razem na życie, paląc papierosy, a teraz ja wychodzę za mąż, a ty spełniasz marzenia.
- Ale papierosy nadal możemy palić – uśmiechnął się, a ja schowałam pendrive do kieszeni spodni. Wyszliśmy przed szkołę i zapaliliśmy, jak za starych, dobrych czasów.
(perspektywa Louis’a)
- Louis, weź, bo nam zaraz odfruniesz – zaśmiał się Liam, gdy pomagałem mu znosić kartony z rzeczami na dół.
- No ale to jest zabawne, bo ona tu mieszka, a nas nie zna – parsknąłem śmiechem, stawiając pudełko obok wszystkich innych, w holu.
- Jaka „ona”? – zapytał, jak zawsze coś przeżuwając, Niall.
- Olive – powiedziałem, wzdychając.
- Tylko żeby Harry nie był zazdrosny – dodał, biorąc do ust kilka żelków.
- O wilku mowa – dodał Zayn znad swojej gazety, gdy na dół zszedł mój chłopak. Miał na sobie jakieś nowe ciuchy, w których wcześniej go nie widziałem.
- To projekt Jeanette, zrobi mi sesję – powiedział z dumą, pokazując nam napis na koszulce.
- „I’M BISEXSUAL”? – przeczytał Liam. – Harry, chyba w tym nie wyjdziesz na ulicę, co? No wiesz, to nie jest zbyt subtelne…
- I tak wszyscy to wiedzą, Paul się nie wkurzy – machnął ręką, kradnąc Niall’owi kilka żelków, a blondyn zaczął go gonić po całym salonie i próbował je wyrwać. Za późno, Styles je pożarł. Strzeżcie się, żelkowe misie! – To ja idę – dodał, pocałował mnie w policzek i wyszedł.
- Nie powiesz mu o Olive? – uniósł brew Zayn.
- Nie, jeszcze nie – pokręciłem głową i poszedłem oglądać MTV.

_________________________________________________
Jakby ktoś się zastanawiał, tak wygląda Olive:

A co do rozdziału: no co tu chcieć więcej, istna sielanka, hmm? No, prawie, jeszcze ta afera z Blair i Zayn'em... A to już się okaże, co będzie, potrzymam was w niepewności ;)
No i widzę, że 'CZYTAM' zaznaczyło 51 osób, a obserwujących jest 42... Anonimowi, nie ma się czego wstydzić, hah ;D
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
@MargaaStyles xx
ps. pytania do mnie? okienko po prawej --->

wtorek, 1 maja 2012

Rozdział 14: "I don't deserve you"

(perspektywa Valerie)
Liam otworzył pudełeczko i moim oczom ukazał się srebrny pierścionek z małym diamentem. Spojrzałam mu w oczy, moją bezpieczną przystań i już znałam odpowiedź:
- Oczywiście, że tak – pokiwałam głową i zarzuciłam mu ręce na szyję, a on objął mnie mocno, jakby miał zaraz mnie stracić. Następnie złożył mi delikatnie pierścionek na serdeczny palec. Pasował idealnie. – Musimy powiedzieć mojej mamie, wiesz o tym? – spojrzałam na niego. – I twoim rodzicom.
- Wiem, wiem. A potem chłopakom, dziewczynom i całemu wszechświatowi… - machnął ręką. – Media i tak dowiedzą się dopiero po ślubie – pocałował mnie delikatnie.
- To będzie afera – pokręciłam głową ze śmiechem. – A co z mieszkaniem? Gdzie będziemy mieszkać? No bo wiesz, na razie do wyboru mamy moją mamę albo czterech wariatów…
- Kupiłem domek w Bangor – uśmiechnął się. – Ale chyba najważniejsza jest data, co? – uniósł brew.
- Na pewno po zakończeniu szkoły. Hmm… 1 lipca? – na moją propozycję pokiwał głową. Nadal wtuleni, oglądaliśmy Glee.
(perspektywa Jade)
Godzina 9 wieczorem. Przyjechałam z Peetą na lotnisko po Jeanette, ale czekała mnie… niespodzianka. Nie dość, że przyjechali z nią Harry i Louis, to jeszcze… Niall. Chłopak, którego zdradziłam.
- Niespodzianka! – uśmiechnął się, a ja go przytuliłam. – Tęskniłem – pocałował mnie, a ja wciągnęłam jego znajomy, słodki zapach.
- A za nami nie tęskniłaś? – wyszczerzyli się Larry, a ja każdego też przytuliłam. Zauważyłam, że Harry i Jean bardzo blisko się trzymali. Czyżby Valerie lub Niall zapomnieli mi czegoś przekazać?
- To… gdzie my się wszyscy pomieścimy? – zapytałam.
- Ja pomieszkam z Peetą i Lexique, no a chłopaki… nie wiem – wzruszyła ramionami.
- My już mamy zarezerwowany hotel – żachnął się Harold, patrząc Louis’owi w oczy. – Ale blondynek idzie chyba do ciebie, co nie?
- Jasne, spoko – poczułam, że dłonie zaczynają mi się pocić. Już kilka dni temu byłam u lekarza zaaplikować sztuczną błonę dziewiczą, ale to było… bez sensu. Miałam zbyt wielkie poczucie winy, a Peeta… żadnego. Gdy przyjechała Lexique tylko nas sobie przestawił. A potem przestałam do niego przychodzić, nie mogłam patrzeć jej w twarz, czułam się… jak szmata. – Tata ma dosyć duże mieszkanie – dodałam, przegryzając wargę.
Wszyscy „rozjechali” się do siebie. Oprowadziłam Niall’a po mieszkaniu mojego taty, a on patrzył z podziwem na widok wieży Eiffla.
- Pójdziemy tam dzisiaj? – zapytał z nadzieją, obejmując mnie w talii.
- Tak – pokiwałam głową, wyzwalając się z jego objęć.
- Co się stało? – spytał lekko zaniepokojony. – Odpychasz mnie już od lotniska.
- Ja… nic – pokręciłam głową i pocałowałam go. – Nie odpycham się, KOCHAM cię – podkreśliłam, napawając się widokiem jego błękitnych tęczówek, tak bardzo mi bliskich.
- Ja też cię kocham – oddał mi pocałunek, a wtedy do pokoju gościnnego wszedł tata.
- Ee… no więc – odchrząknęłam. – Tato, to jest Niall, mój chłopak. Niall, to mój tata, Jean-Pierre.
- Miło cię poznać – podał mu dłoń mój ojciec.
- Mi pana również – uśmiechnął się. – Miałby pan coś przeciwko, gdybym wziął Jade na późniejszą kolację? – spytał.
- Późniejszą? Jest dopiero 21 – zaśmiał się. – Jasne, idźcie, bawcie się – popędził nas i zostawił samych w pokoju.
- To może ja się przebio… - zaczęłam, chcąc wyjść, ale zatrzymał mnie, chwytając mnie za nadgarstek.
- Zarezerwowałem pokój w tym hotelu co Louis i Harry. Jestem gotowy – wyszeptał mi do ucha, tonem, którego u niego nigdy nie słyszałam.
- Ale… na pewno? – wzięłam go za dłoń. – Bo wiesz, jeśli nie chcesz…
- Chcę – uciął. – Zamówimy kolację do pokoju – dodał, a potem wyszliśmy z domu i pojechaliśmy metrem do tego hotelu.
(perspektywa Louis’a)
- Jeanette nie chce ze mną sypiać – poskarżył mi się Harry, owinięty tylko ręcznikiem wokół pasa, bo dopiero co wyszedł z pod prysznica.
- I co w związku z tym? – uniosłem brew, chodź doskonale wiedziałem, co ma na myśli.
- Pocałuj mnie – powiedział, zbliżając się do mnie, a kropelki wody z jego włosów zmoczyły mi koszulkę. Pocałowałem go najżarliwiej, jak potrafiłem, a on odwdzięczył mi się tym samym, chwytając moją twarz w dłonie, jego ręcznik spadł. Później do naszego duetu dołączyła się Jeanette, która weszła do pokoju, bo zapomnieliśmy zamknąć za sobą drzwi i to był chyba najlepszy seks w moim życiu.
- Nie chce z tobą sypiać, hmm? – uniosłem brew, patrząc na Harry’ego, podczas gdy jego dziewczyna brała prysznic w łazience.
- Oboje jesteście najlepsi – pocałował mnie lekko.
- Wiem, wiem – uśmiechnąłem się i oddałem mu pocałunek.
(perspektywa Niall’a)
Po pysznej, hotelowej kolacji(czyt. Hamburgerach) siedzieliśmy naprzeciwko siebie w milczeniu, lekko zakłopotani. To było dziwne, żadne z nas nie wiedziało, jak zacząć, żadne nie miało doświadczenia. Krępujące.
- Niall, chodźmy na wieżę Eiffla, sam chciałeś – odparła w końcu.
- No… ok – wzruszyłem ramionami i westchnąłem. To chyba nie dzisiaj, stary.
O dziwo podczas drogi na szczyt wieży żartowaliśmy, śmialiśmy się i w ogóle. Ale na szczycie Jade spoważniała i podeszła do barierki, podziwiając Paryż. Otuliłem ją ramionami i pocałowałem w policzek.
- Nie zasługuję na ciebie – pokręciła głową, odwracając się do mnie twarzą i patrząc na mnie swoimi jasnoniebieskimi oczami.
- Oczywiście, że tak.
- Nie, Niall, ja… muszę ci coś powiedzieć – wzięła głęboki oddech.
- Co się sta…
- Zdradziłam cię z Peetą – odparła, a po jej bladych policzkach spłynęły dwie pojedyncze łzy. Spojrzałem na nią w osłupieniu nie mogąc wydusić słowa, a ona mówiła dalej: - Nie kocham go, technicznie rzecz biorąc to mój kuzyn… Ja… Niall ja cię kocham, ale po prostu na ciebie nie zasługuję – powiedziała stanowczo, chodź z lekkim podenerwowaniem, a potem podeszła do windy, którą chciała zjechać na dół.
- Ja też cię kocham, Jade – powiedziałem, chodź stała odwrócona do mnie plecami. Podszedłem do niej i spojrzałem jej w twarz. – Kocham cię, słyszysz? – powtórzyłem. – I ci wybaczam – dodałem.
- Niall, tu nie chodzi o wybaczenie, tu chodzi o ciebie. Szmata nie zasługuje na kogoś takiego, jak ty… - pociągnęła nosem.
- Nie jesteś szmatą, Jade. Nie mów o sobie, tak, jak Valerie. Pamiętasz co mi mówiłaś? Że to cię w niej denerwuje. Więc przestań i daj się kochać – przytuliłem ją, nie czekając na odpowiedź. Na jej twarzy gościło zdziwienie i jednocześnie… szczęście. Wtuliła się we mnie, a potem razem zjechaliśmy z wieży Eiffla.
I wiecie co? Jeszcze tej samej nocy przeżyłem swój pierwszy raz.
(perspektywa Valerie)
Z tego co wiedziałam, to po 3 dniach wszyscy wrócili do domów: i z Paryża, i z Londynu, i gdzie tam jeszcze byli. Liam, niestety, też musiał wyjechać, bo mieli kilka kawałków do nagrania w Londynie, a po za tym musiał wziąć swoje rzeczy do naszego nowego domu w Bangor.
Mama była trochę zdziwiona, ale i szczęśliwa, gdy dowiedziała się, że się pobieramy. Rodzice i siostry Liam’a ucieszyli się, chodź w sumie to mnie nie znali. Jade od razu powiedziała, że jak nie będzie świadkiem to nie przyjdzie. Ale to jasne, że będzie. Jeanette zadeklarowała, że zaprojektuje mi suknię, a Blair, że zaśpiewa na ślubie. Obie będą druhnami. Louis, z którym rozmawialiśmy na Skype, zaczął przytulać kamerkę. Harry, największy przeciwnik małżeństw stwierdził, że to tylko niepotrzebny papierek, ale że przyjdzie, bo nas lubi. Jakiż on miły… Zayn się zgodził, przyjdzie. On i Blair nadal się nie pogodzili. Ale dziwicie się? Bo ja nie.
- Humphrey, słyszałem, że wychodzisz za mąż, co? – spytał Heath, gdy po feriach wiosennych(czyli po niecałym tygodniu) wróciłam do szkoły. Spojrzałam na niego z pogardą:
- Tak – odparłam tylko, idąc dalej korytarzem i podchodząc do swojej szafki. Ciekawe, skąd on miał takie informacje?
- Ale wiesz co ja mam – wyjął z kieszeni pendrive.
- Co ty tam trzymasz? Swoje pornole? – wywróciłam oczami, pakując książki do torby i mijając go.
- Nie. Naszą seks taśmę – powiedział wręcz do moich pleców, a ja szybko podbiegłam do niego i próbowałam wyrwać mu z dłoni pendrive. Na nic, był wyższy i silniejszy, niestety. Rany, co oni dodają do tej trawki?
- Ile mam ci zapłacić? -  spojrzałam mu w oczy.
- Nie chcę kasy.
- To czego chcesz?
- Nie wychodź za niego, czy to aż tak trudno zgadnąć?
- Jakieś inne opcje?
- Mogę to rozmieścić w necie. Albo po prostu dać do rąk własnych pana Payne’a…
- Nie odważysz się.
- Ukradłaś mi trawkę i spoliczkowałaś, a potem olałaś. Mam do tego pełne prawo – uśmiechnął się szyderczo i zabrzmiał dzwonek. – Do zobaczenia na lunchu, Humphrey – dodał i poszedł do swojej klasy. Na angielskim siedziałam jak na szpilkach, mimo iż był to mój ulubiony przedmiot. To, co mówiła nauczycielka mnie nudziło, więc zaczęłam pisać w swoim „zeszycie od list”… piosenkę. No, w końcu w klasie nie mogłam się ciąć, a po za tym gdyby Liam zobaczył nowe blizny, wściekłby się. Więc w ten sposób wyładowałam złość.

______________________________________________________
Co do trójkącika Harry-Louis-Jeanette: VIP-y mogą dostać opis, haha :D Znacie mój Twitter, więc... piszcie jeśli chcecie ;)
Dobra, Heath was wkurwia, śmiało, wyżywajcie się na nim, a nie na mnie, ok? To nie moja wina, że wymyśliłam taką wredną postać ^^
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
@MargaaStyles xx

ps. jak wam się podoba nowy wygląd? ;) 
+ ZAPRASZAM NA NAPRAWDĘ WSPANIAŁEGO BLOGA, JEST PROLOG I 1 ROZDZIAŁ. Blog należy do mojej stałej czytelniczki, @hazzagang ;)
http://dyingforyou.blog.onet.pl/