środa, 25 kwietnia 2012

Rozdział 12: "What happened in Paris, will stay in Paris"

(perspektywa Jeanette)
Mieliśmy sobotę, 17 marca 2012. Miała się odbyć moja pierwsza randka z Harry’m Styles’em. Od rana chodziłam po domu podekscytowana. To było niewiarygodne: moja kuzynka chodziła z Niall’em, moje dwie przyjaciółki z Zayn’em i Liam’em, a ja miałam randkę z Harry’m…
Ponieważ jak na koniec marca było gorąco (23 stopnie Celcjusza w cieniu) włożyłam czarną bokserkę na cienkie ramiączka, a na nią neonowo-różową luźną, lnianą i cienką bluzkę opadającą na ramiona. Do tego krótkie spodenki z cienkiego jeans’u i trampki własnego projektu.
Przed wejściem do galerii handlowej byłam punktualnie o 16. Harold już na mnie czekał i pocałował w policzek na powitanie, a ja przeczesałam dłonią jego ciemne loczki i odparłam:
- Miło cię widzieć. To co, zakupy, kino, kawa, późny lunch? – sypałam propozycjami jak z rękawa, a chłopak zaśmiał się i wybrał kino. Poszliśmy na „American Pie: Zjazd Absolwentów”. Nigdy nie widziałam poprzednich części, ale film okazał się zabawną – i zboczoną! – komedią. Harry miał jeszcze większy ubaw, bo widział „pierwotne filmy” („American Pie”, „American Pie 2”, „American Pie: Wesele”) i kojarzył niektóre akcje, o których w czasie seansu mi opowiadał. Po filmie wyszliśmy roześmiani i… za rękę. Oho, już widzę kolejnych paparazzi. Na razie prasa wie, że Niall ma dziewczynę(no wiecie, akcja na koncercie), na razie coś tam przebąkują o Blair i Zayn’ie, ani słowa o Valerie i Liam’ie. Najbardziej jednak szaleją za Larry Stylinson…
- Ooo, tu są dobre desery! – zauważył, pokazując na Mont Blanc i poszliśmy tam na lody z belgijską czekoladą. Podczas jedzenia spytałam go:
- Mówi ci coś Larry Stylinson? – a on prawie zakrztusił się lodami. Wytarł usta serwetką i odrzekł:
- Hah, tak – parsknął śmiechem.
- Ale wy tak serio? – oblizałam łyżeczkę. Gdyby był tu Liam, uciekłby z krzykiem.
- No… - podrapał się po karku, lekko się rumieniąc i poprawił włosy. – No mamy dużo wspólnego… przyjaźnimy się…
- Nie wciskaj mi kitu, ja nie z tych. I ship Larry – wyszczerzyłam się.
- Obaj czekamy na „tą jedyną”, więc…
- „Dopóki nie znajdę idealnej dziewczyny, mam Louis’a”? – uniosłam brew, cytując go.
- Nie do końca – pokręcił głową. – Nawet jak znajdziemy, obaj, tą „idealną dziewczynę” to… przecież co, jak jest małżeństwo… i jedno z nich pozna kogoś innego… co ja pierdole – zrobił facepalm i wrócił do jedzenia lodów.
- Ale wy JESTEŚCIE jak stare, dobre małżeństwo. Wiesz, gdybym była taką dziewczyną, to nie miałabym nic przeciwko małemu Larry od czasu do czasu – położyłam swoją dłoń na jego, leżącej na stoliku. Spojrzał mi w oczy i ścisnął moją rękę, uśmiechając się.
Było około 20, kiedy Harry wpadł na szalony pomysł:
- Schowajmy się w jakimś sklepie i wyjdźmy dopiero jak zamkną.
- Gadasz jak Blair, ty wariacie – dałam mu kuksańca w bok i zaśmiałam się.
- O której zamykają? – nie dawał za wygraną.
- O 23, a kino o 22:30.
- To chodź jeszcze na jakiś film, a potem się schowamy w New Yorker’ze – pociągnął mnie za rękę i poszliśmy na „Igrzyska Śmierci”. Już raz widziałam ten film, ale mimo wszystko baaaaardzo dobrze było oglądać Josh’a Hutcherson’a na dużym ekranie. „If you know what I mean” ;)
Po seansie zamknęliśmy się w przebieralni w New Yorker’ze. W tym fragmencie powinnam opisać ostry seks, prawda? Ale nie, po prostu siedzieliśmy tam ściśnięci, co jakiś czas parskając śmiechem. Po pół godziny zgasło światło, a ostatnia sprzedawczyni wyszła ze sklepu. Chichotając poczekaliśmy jeszcze jakieś 15-20 minut aż wszyscy sobie pójdą i wyszliśmy z przebieralni, wybuchając chorobliwym śmiechem.
- Masz jakąś latarkę? – spytałam, łapiąc się za bolący od śmiechu brzuch.
- Mam iPhone – zaszpanował, wyciągając telefon z kieszeni i włączył w nim latarkę.
- I co ty tu chcesz po nocy robić? Zamknęli nas do rana.
- Ciii, tu są kamery chyba – położył mi palec na ustach, a potem objął w pasie. – Nie możemy się rozdzielać – wyjaśnił, a ja pokiwałam głową z pseudopowagą, a on prowadził mnie do każdego sklepu i kazał wybierać jedną rzecz, a potem zostawiał gotówkę i metkę przy kasie. Zeszło nam tak gdzieś do 1 w nocy. A potem zaczęliśmy robić się senni…
- Jest tu gdzieś meblowy? Kimnąłbym się – ziewnął, gdy usiedliśmy na fotelach przy Mont Blanc.
- Trzeba było o tym myśleć, zanim dałeś się zamknąć w galerii handlowej – założyłam ręce na piersi. Gdy jestem śpiąca, potrafię być wredna.
- Zawsze Liam za mnie myśli – odparł z totalną powagą, a ja w świetle latarki zauważyłam, że gdy jest śpiący, wygląda jak mały, słodki chłopczyk. – Ale ty śliczna jesteś – przetarł szmaragdowe oczy wierzchem dłoni.
- A ty tak słodko wyglądasz, gdy chce ci się spać – uśmiechnęłam się pod nosem. – Harri – dodałam, wiedząc, że lubi, jak wymawiam jego imię.
- I na serio zaakceptowałabyś Larry?
- Mhm – mruknęłam, a oczy mi się przymykały.
- Jeanette, a… nawet gdybym cię nie kochał tak, jak Louis’a?
- Chcesz mi coś zasugerować? – rozbudziłam się lekko i dłonie zaczęły mi się pocić ze zdenerwowania.
- Tak… czy… oczywiście nie naciskam na ciebie, ale… wydajesz się taka… idealna. Boże, widzisz, znowu pierdole głupoty – zacisnął dłoń w pięść, a ja pocałowałam go w policzek.
- To nie głupoty. Bardzo chętnie bliżej cię poznam, pójdę na kilka randek… No wiesz. Jeśli mam być przykrywką na Larry, muszę się orientować – zaśmiałam się.
- Przy… krywką? – zdziwił się, jakby pierwszy raz o tym słyszał. – Nie, nie o to mi chodzi – pokręcił głową. – Cholera. Jestem w tobie zauroczony, Jeanette, cholernie zauroczony. Kto wie, co z tego wyniknie?
- Jesteś moim idolem od pierwszego przesłuchania w X Factor – wyznałam. – Myślisz, że co ja tu robię w środku nocy? – dodałam ze śmiechem. – Zauroczenie. To dobre słowo na uczucia nas obojga. Chętnie się dowiem, co z tego wyniknie… a jak nie… zawsze mogę być przykrywką dla Larry – mrugnęłam do niego, chodź ta perspektywa nie była już taka różowa.
Nad ranem, gdy mieli otworzyć galerię, z powrotem schowaliśmy się do przebieralni, a gdy zebrało się trochę ludu, wymknęliśmy się bocznym wyjściem. Chodź chciałabym zobaczyć miny tych wszystkich sprzedawców!
- A może mała kawka? – przeciągnęłam się.
- Gdzie mieszkasz? – spytał, a ja parsknęłam śmiechem. – No co?
- Mieszkam z rodzicami, ale po zakończeniu szkoły w czerwcu zamieszkam w Londynie, bo złożyłam tam podanie na studia dla projektantów. Nie, nie ma mowy, żebyś teraz widział mój pokój.
- Plakaty z Barbie? – uniósł brew.
- Jeden. Jako dziecko wolałam wieszać na ścianie zdjęcia, to dopiero koszmar – pokręciłam głową. – No wiesz, z serii „jak zrobić sobie i najlepszej kumpeli obciach?”.
- To nie widziałaś mojego pokoju… - nagle zadzwonił mu telefon, a on wyjął go z kieszeni i przykładając do ucha bezgłośnie powiedział „Louis”. – Halo? Lou? Tak… mhm… CO?! TO ZADZWOŃCIE PO WETERYNARZA! Jak to odbiera poród krowy…? CO MNIE TO! NO SZYBKO! – rozłączył się. – O.  Mój. Boże – pokręcił głową i wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć.
- Co się stało? – spytałam przejęta.
- Pamiętasz mojego kota?
- Mhm, Panią Stylinson. Czy ona…?
- Zaczęła rodzić – pokiwał głową. – A weterynarz odbiera jakieś cielaki. I nie wiedzą co robić.
- Spokojnie, oddychaj – poradziłam. – Zadzwoń do Louis’a i daj mi go – dodałam. Chłopak zrobił, jak kazałam, a ja poinstruktowałam Tomlinson’a. – Słuchaj, ona sama da radę, ok? Tylko dajcie jej jakieś zaciszne miejsce, koc i jedzenie. I zostawcie ją w świętym spokoju, bez paniki. A jak urodzi, nie zbliżajcie się do młodych, musi je wylizać. Gdy już będą czyste, możecie starać się zmienić koce. Byle stare, bo je zakrwawi – wyrecytowałam, bo doskonale pamiętałam poród swojej kotki. – I jeszcze jedno: jak was podrapie to… - ale nie skończyłam, bo usłyszałam w tle krzyki Niall’a.
- NIE RUSZAJ JEJ! – usłyszałam Zayn’a i parsknęłam śmiechem.
- Dajemy radę – zapewnił mnie Lou. – Dzięki, Jeanette. Mam nadzieję, że ułoży ci się z Harry’m – dodał ni z tego, ni z owego, a potem się rozłączył.
Lekko oszołomiona pokręciłam głową i oddałam telefon Hazzie.
- Dobra, jedźmy do mnie, ale spróbuj się nabijać z tych zdjęć, a… - pogroziłam mu palcem.
- Się rozumie, pani weterynarz – wyszczerzył się, a ja walnęłam go w ramię, pod które potem z nim szłam.
(perspektywa Jade)
- Co chcesz namalować? – spytał Peeta, z którym spędzałam prawie każdą chwilę odkąd byłam u taty. Okazało się, że jednak nie ma urlopu, więc w domu bywał tylko z samego rana i wieczorami. A że nikogo oprócz niego i Peety nie znałam… No cóż, zbliżyliśmy się.
- A ja wiem? To twoja ściana, ja tu tylko pomagam – uniosłam ręce w geście poddania, a stara, lniana koszula taty lekko prześwitywała przez słońce. Tak, była 6 rano, a ja już malowałam. Za to kochałam bycie w Paryżu: robiłam to co chciałam, kiedy chciałam i… z kim chciałam. Wiem, jak to brzmi, owszem.
- Joli soutien-gorge (fr. „ładny stanik” – przyp.aut.) – parsknął śmiechem i pomieszał białą farbę z pigmentem. Pacnęłam go za to suchym pędzlem w ramię.
- Wiem, co to znaczy, Francuziku – wywróciłam oczami i rozpięłam uwierający mnie górny guzik koszuli. – No, to co TY chcesz namalować? – uszczypnęłam go w policzek niczym małego chłopczyka, a potem związałam włosy w byle jaki koczek.
- Zawsze chciałem spróbować aktu – odparł nagle, patrząc mi w oczy.
- Na ścianie w kuchni? – uniosłam brew.
- Nie, tak ogólnie – nadal wpatrywał mi się prosto w oczy. – Zgodziłabyś się? – wziął mnie za rękę, a ja spojrzałam na niego osłupiona, zawstydzona i… cholernie napalona. Przez chwilę patrzyłam na niego, już miałam odpowiedzieć, ale usłyszałam telefon i rzuciłam się do niego jak do ostatniej deski ratunku. Dzwonił Niall.
- Bon jour – przywitałam się z nim.
- PANI STYLINSON URODZIŁA AŻ 4 MAŁE KOTKI! – krzyczał mi do ucha Louis, a potem usłyszałam jakieś szmery i odezwał się Niall: - No jak tam Francja?
- Emm… żyję i mam się dobrze. Głównie siedzę z moim kuzynem, Peetą. Przyszywany brat Jeanette.
- Aaa… Harry miał z nią wczoraj randkę. Nie wrócił na noc – dodał tajemniczo. No tak, z tego co wiedziałam, to podobne do Styles’ea. – Aha, no i kotka Larry’ego się okociła, ale to już wiesz – zaśmiał się.
- Słyszałeś o panu Humphrey? – spytałam.
- Mhm… dzwoniłem do Valerie i w ogóle… No, widzimy się na Skype wieczorem?
- Jasne – uśmiechnęłam się pod nosem, zerkając na siedzącego na okrytym folią stole Peetę. Ściągnął koszulę i eksponował swoje umięśnione, lekko opalone ciało. – Do wieczora – posłałam całusa w telefon i rozłączyłam się. – A ty co, striptiz robisz? – uniosłam brew.
- Nie, ale nie odpowiedziałaś na moją… hmm… propozycję – objął mnie w talii. – A akt musi być przesycony erotyzmem i... wiarygodny – dodał, podniósł mnie i posadził na stole, całując namiętnie.
To było silniejsze ode mnie. Jedyne, co nas dzieliło, to cienka warstwa ubrań. Zrobiliśmy to. Na stole, w kuchni.
A potem, nadal nagi, poszedł po płótno i farby. Nawet nie pozowałam, a po pół godziny akt był gotowy. Przez pół godziny nadal czułam nieziemską rozkosz. A potem wstałam ze stołu i włożyłam tylko figi i koszulę.
- Zrobiłeś to tylko dla obrazu? – spytałam, zdając sobie sprawę, że mógł to zrobić.
- Nie. Zrobiłem to, bo…
- Ale ja cię nie kocham, Peeta – przegryzłam wargę. – Bo wiesz, ja tu już nigdy nie wrócę – dodałam. – Paryż jest jak… Vegas. Co tu zrobisz, zostaje tu…
- Bo chciałem zacieśnić więzy rodzinne – spojrzał mi w oczy. – Jade… ty masz chłopaka, a ja narzeczoną. Ma na imię Lexique i wyjechała w delegację do Stanów.
- Ty… co?! – otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. – A jak jej wytłumaczysz akt?!
- Wie, że jestem artystą, szanuje to. Wie też, że modelki…
- Nic dla ciebie nie znaczą, tak? A ja, głupia, straciłam dziewictwo dla… dla…
- Artysty.
- Dupka – poprawiłam. – A myślałam, że myślę inaczej, niż Valerie – mruknęłam i ubrałam się do końca.
- Jade, zaczekaj… Jesteśmy rodziną, właśnie uprawialiśmy wspaniały seks, oboje jesteśmy artystami. Chciałem cię tym zainspirować do postawieniu się twoim rodzicom.
- A rozmowa przy herbatce nie byłaby lepsza? Cholera, nie, dobra, zapomnij. To moja wina. Chciałam zachować cnotę dla kogoś wyjątkowego, a…
- Co było w Paryżu, pozostanie w Paryżu – pocałował mnie w czubek głowy. – Spokojnie, to praca tylko do wglądu dla mnie – dodał.
- A jak wytłumaczę Niall’owi… Brak… - wymachiwałam rękami jak pojebana, starając mu się wytłumaczyć.
- Słyszałaś o tych japońskich gumowych powłokach? – uniósł brew. – Akurat mnie na takie coś stać.
- Kocham cię! Znaczy… jak kuzyna – dodałam pośpiesznie i objęłam go za szyję. 

__________________________________________________
Już nie żyję za ten rozdział, wiem, wiem, też was kocham <3
Pozdrowienia dla dziewczyn z TwitCam'a, haha: "JEST TWITCAM, SĄ KOMENTARZE" XD Trolololll :D
+ tak, wiem, nie ma Valerie, ale w następnym już będzie ;)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
@MargaaStyles xx

34 komentarze:

  1. *_________________* ja kocham ten rozdział! :DD Jean i Harold! toż to jest epickie :D I Jade i Peeta o.O JAPOŃSKIE POWŁOKI MNIE ROZJEBAŁY XD TO JA I ZYAN NA STOLE, BLACIE, LODÓWCE POWINNYŚMY XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Osz kurde Margaret !. Nie żyjesz za to XD Zabijemy Cię.! Co jak ona mogła takie coś Nialler'owi zrobić ?. ;ooo OMG DAWAĆ MI TU 30 KOMÓW ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. JA CHCE Z HAZZA W LODÓWCE NOO :3
    ZAJEBISTY ROZDZIAŁ AŻ GO DRUGI RAZ BĘDĘ CZYTAĆ :D
    DAWAAAJ SZYBKO NOOOWY <33

    OdpowiedzUsuń
  4. oow.
    perspektywa siedzenia ze Stylsem w zamkniętym centrum handolwym - bardzo ciekawa. HAHA!
    Napisałam bym cos więcej, ale nie mam za wiele czasu. także czekam na następny! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ej, dlaczego w tym rozdziale wprost kocham Jeanette i Harolda no ! . Dawaj mi tu nexta. ale Jede. -.- Ja wiedziałam wiedziałam no. -.-

    OdpowiedzUsuń
  6. Dawaj kolejny!
    Jutro albo w piatek chce widziec nowiutki rozdzial!

    OdpowiedzUsuń
  7. mhmm.. zacny blog niewiasto ! xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Japońskie co ? haha xd Nie no boskie i pomysł Hazzy nie no co za kretyn oby tylko się nie wydało..;P I idę po szampana...bo Pani Stylinson urodziła ! ;D
    Czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  9. OMG nie spodziewałam się tego po Jade. Jak mogła zrobić to Niallowi ; ((
    ale ogólnie to rozdział zajebisty !! ; DD
    czekam na nexta.
    + zapraszam do mnie na nowy rozdział ; ]]

    OdpowiedzUsuń
  10. O FUCK! przecież Jade miała zrobić TO z Niall'em !! jak będzie wciąży too.. napewno nie skończy się dobrze!!
    fajnie że Jean tak z Harry'm :) ciekawe co z tego wyniknie :P
    czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. no to mowe mi odjęło o__O
    Kurna z kuzynem ahahha xD
    Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  12. AAA! Dziewczyno! Wczoraj zaczęłam i dzisiaj skończyłam czytać całego Twojego bloga. Jest genialny! Strasznie mi się podoba to, że rozdziały są długie i baaardzo przyjemnie się je czyta.
    A co do powyższego. ALE ŻEBY Z KUZYNEM! Bosz...!!! Gdzie ten świat zmierza! Jestem ciekawa co z Valerie... <3 Czekam na następny!!! <3
    @Ola143Cody <3

    OdpowiedzUsuń
  13. OOO JA CIE :D dzieje sie :D czekam na kolejny ;p;p

    OdpowiedzUsuń
  14. O kurwa. : o Tyle jestem wstanie napisać. Z Kuzynem ? Ja pierdole. XDD Ale i tak mi się rozdział podoba, czekam na nowy ! <3 xx

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny, bardzo mi się podoba.
    Z niecierpliwością czekam na nn,
    pzdr ; ]
    http://nothing-seems-like-the-past-anymore.blogspot.com/ - Larry

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny rozdział <333 Nie spodziewałam się tego.. z PETTA? hah xD
    zapraszam 2 rozdział:)
    http://ourdreams-teamgirl.blogspot.com/2012/04/dwa.html

    OdpowiedzUsuń
  17. oszzzkurwaaaa *_* boskiie opowiadanieee ;d kiedyy kolejny rozdział ? xx

    OdpowiedzUsuń
  18. WYJEBANE W KOSMOS *__*
    DAWAJ NASTĘPNY !

    OdpowiedzUsuń
  19. O JACIEŻ PIERDZIELE ;O TAK SE NA STOLE Z KUZYNEM ? XD o.O
    POWIEM CI KOCHANA ŻE ROZPIERDALASZ SYSTEM *__*
    UWIELBIAM TO CZYTAĆ, WSZYSTKO TAK GENIALNIE NAPISANE.. AH.
    WSTAWIAĆ MI TU NASTĘPNY ! XXXX @lonelycarrotx.

    OdpowiedzUsuń
  20. hahah! Kocham to <3 Dawaj nexta :)
    Monia

    OdpowiedzUsuń
  21. haha! z tymi powłokami to dowaliłaś <333 czekam na nexta, daj więcej o ZAYNIE <333

    OdpowiedzUsuń
  22. Kiedy nowy rozdział? Czekam!!! Kocham tego bloga... jest taki inny... i zboczony xD hah ;)
    wera

    OdpowiedzUsuń
  23. Scena na końcu? SUPER!!! kocham to <33 Dawaj nexta fastem!!!! Paulina

    OdpowiedzUsuń
  24. Ten blog jest super!!!! Zaczęłam dopiero czytać !!! I tak wciągnął !!! Kocham to <333

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja chce no0wy rozdział!!!! Czekam i czekam i czekam.. i nie mogę się doczekać!!! Super blog <333

    OdpowiedzUsuń
  26. Awww !!! Harry <3 Świetny pomysł <333 hah xD nie no nie mogę się doczekać kocham to!!! Chce nowy rozdział!!!

    OdpowiedzUsuń
  27. Wow!! Jak ona mogła !!! Niall <333 Ej tak mi smutno się zrobiło... xD czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  28. Czemu taki krótki? Ja tu czytam ... i tak szybko się skończył ... xD Harry jest pomysłowy nie ma co! A Peeta ... wow. ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ej nie powiem, zaskoczyłaś mnie. Pozytywnie oczywiście. Przyznam szczerze że chciałabym Larrego... ale Harry i Jeanette <3 oni ... kurde nie wiem jak to powiedzieć... KOCHAM ICH !!!!

    OdpowiedzUsuń
  30. Awww !!! Harry <3 i Jeanette <3kocham kocham kocham kocham kocham i 100000000 razy KOCHAM CIĘ I TWOJEGO BLOGA <333

    OdpowiedzUsuń
  31. No co ja tu mogę powiedzieć? Rozdział super, czekam na LIama i Valerie i życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
  32. Naprawdę cudowny blog, jeśli chcesz(napisz mi na blogu) to dodam ciebie do obserwowanych. Zapraszam także do mnie na http://najamajke.blogspot.com/
    /Streszczenie/ Vanessa razem ze swoją przyjaciółką Alexis wyjeżdżają na wycieczkę na Jamajkę. Poznają tam Ziggiego i Billego, z którymi się wiążą. Przeżywają mnóstwo przygód i postanawiają wybrać się na kolejną wycieczkę z chłopakami. Lecą do słonecznej Brazylii, miasta Santos. Po przyjeździe Vanessa czyta sms'a Ziggiego, w którym tajemniczy "nikt" prosi o spotkanie. Van postanawia śledzić swojego chłopaka i zauważa kłótnie połączoną z namiętnymi pocałunkami, to oznacza koniec ich w związku. Wracając do pokoju na schodach spotyka Billego, który mówi jej, że Alexis zdradzała go z Ziggym. Vanessa błąkając się po ulicach Santosu spotyka Neymara, piłkarza tamtejszej drużyny. Razem wyruszają w podróż do Hiszpanii na mecz FC Santos - FC Barcelona. Podczas pobytu w kawiarni spotykają.... no właśnie kogo spotykają!?czytaj!

    OdpowiedzUsuń
  33. Marga, a ty nie masz co robić, tylko o seksie pisać? Eh, za dużo imaginów, hahahahahaha ♥
    Rozdział zajebisty, akofgergi + muszę ponadrabiać, nie gniewaj się ♥

    OdpowiedzUsuń
  34. hahahah poród najlepszy xD i ta radość Louis'a "PANI STYLINSON URODZIŁA 4 KOTKI" HAHAHHAA przypomniało mi się jak moja kotka rodziła na balkonie 1,5 roku temu i mam teraz dwa kochane kociaki <3 a co do opowiadania nic dodać nic ująć. nareszcie znalazłam bloga, gdzie jest "normalny" Larry tzn. że nie pieprzą się co dwa rozdziały xd

    OdpowiedzUsuń