czwartek, 5 kwietnia 2012

Rozdział 4: "The World are not only the winners"


9 marca, około 4 nad ranem.
Obudził mnie budzik, a ja jęknęłam i zwlokłam się z łóżka. Wzięłam prysznic i zaczęłam grzebać w szafie w poszukiwaniu jakiś porządnych ubrań. W końcu zdecydowałam się na proste, czarne rurki, które zakrywały moją protezę i luźną bluzkę z flagą Wielkiej Brytanii[TAK tylko z rurkami]. Zrobiłam odrobinę mocniejszy niż zwykle makijaż, a włosy spięłam w niedbały koczek. Zeszłam na dół i zjadłam rogalika z czekoladą, którego popiłam mocną kawą. Do torby spakowałam sukienkę również z flagą Wielkiej Brytanii a do tego… zwykłe trampki[KLIK], specjalnie na koncert. Może i było to marzenie na miano dziesięciolatki, ale chciałam być jedną z tych czterech dziewcząt, które zaproszą na scenę… Zaraz! Czterech?! Coś mi nie pasowało… Przecież wszyscy byli singlami. Chyba, że o czymś nie wiem. W każdym razie po spakowaniu torby(w której miałam również portfel, telefon i inne potrzebne rzeczy) wyszłam przed dom w oczekiwaniu na ojca Blair, który miał nas zawieźć na lotnisko. Zapaliłam papierosa „na śniadanie” i ledwo go skończyłam, a pan Cast i Blair byli już przed moim domem. Odgoniłam od siebie zapach dymu i wsiadłam do środka. Przez całą drogę śpiewałyśmy piosenki z płyty 1D. Na szczęście, że do lotniska jest tylko 10km, bo dostaliby krwotoku uszu od mojego śpiewu. Bo moja przyjaciółka miała genialny wokal…
- Dobrej zabawy, dziewczyny! – zaśmiał się pan Cast.
- Dzięki, pa! – mruknęła Blair i zamknęła drzwi od samochodu. Jej tata odjechał. Zauważyłam, że miała na sobie grzeczny sweterek i jakieś spodnie. – Wiem – westchnęła. – Przebiorę się w Milkshake City – dodała i poszłyśmy na odprawę.
Lot do Londynu zajął godzinę, a potem musiałyśmy się dostać autobusem do Milkshake City. Zostało nam pół godziny do spotkania z One Direction. Przynajmniej ja byłam cała w nerwach. Chodź w sumie… Blair też.
- Cholera, pomóż mi! – jęknęła za drzwiami kabiny w toalecie.
- Wyłaź już stamtąd, wyglądasz bosko – zaśmiałam się.
- Nie, mam fryzurę jak jeżozwierz – mruknęła, ale wyszła stamtąd. Miała na sobie biały T-shirt z kolorowymi nadrukami związany w supeł na brzuchu oraz krótkie, jeansowe spodenki, do których włożyła jasne kabaretki[KLIK]. – Nie, jak pudel – sprostowała, patrząc w lustro.
- Oj cicho, Zayn na pewno się w tobie zakocha – żachnęłam się.
- Nie, bo zaraz muszę iść przed budynek, bo jestem tu na nielegalu, a ty sobie spokojnie możesz tu siedzieć…
- Ale wiesz, ile mnie to kosztowało – skrzywiłam się, a ona zamilkła. Co z tego, że to wydarzyło się ponad 9 lat temu? Nadal w środku wiedziałam, że nie jestem… kompletna. Mimo protezy czułam na sobie spojrzenia ludzi i miny pt. „oby mnie to nie spotkało”. – Dobra, idź już, bo zaraz cię wyczają – parsknęłam śmiechem, rozładowując napięcie. Uśmiechnęła się, przytuliła mnie i wyszła. Ja poprawiłam błyszczyk na ustach i wyszłam z toalety. Spojrzałam na jakąś dziewczynę siedzącą przy stoliku samotnie i  zaczytaną w gazetę codzienną.
- Emm… zajęte? – mruknęłam i mimo wszystko usiadłam obok niej.
- N… VALERIE?! – prawie krzyknęła i odsunęła od twarzy gazetę.
- JADE?! – zrobiłam głęboki wdech, a w oczach zebrały mi się łzy. Spojrzałam na zegarek za nią: 6:45. – Co ty… jak…?
- Tęskniłam za tobą – wydusiła, po jej policzkach spłynęły łzy i przytuliła mnie. Objęłam ją sztywno, nie przekonana do tej całej sytuacji. Odsunęła się ode mnie, wyczuwając napięcie. – Jesteś na mnie zła – stwierdziła.
- A co, może nie powinnam? – wywróciłam oczami. – Zostawiłaś mnie dla… właściwie dlaczego? Dla szkoły?
- To nie zależało ode mnie… - wbiła wzrok w ziemię.
- Ależ owszem, zależało. Ale nie miałaś cholernej cywilnej odwagi, żeby się sprzeciwić rodzicom! – wyrzuciłam z siebie to, co dawno chciałam jej powiedzieć. – A tak w ogóle to co ty tu robisz?! Nie wolno ci tu być, zawołam wła…
- Po pierwsze, znam Matthew i by mnie nie wyrzucił. Po drugie… znam chłopaków z 1D. Trochę. Znaczy…
- Fajnie. Znasz ich i nawet się nie pochwaliłaś. W ogóle do mnie nie dzwoniłaś. Nic. Jakby nie istniała. Myślisz, że przez co to mam?! – pokazałam jej blizny, a ona skrzywiła się. – Przez to, że mnie zostawiłaś. Przez to palę. Zadaję się z Heath’em…
- Heath Somerhalder?! Na głowę upadłaś?!
- Nie, to ty upadłaś! Zrobiłaś z siebie wielką panienkę z Londynu, a tak naprawdę jesteś po prostu kreatywną artystką. I nie wykorzystujesz tego, bo wolisz jakąś pieprzoną medycynę! I wiesz… - ale nie skończyłam jej wygarniać, bo oto do Milkshake City wkroczyli sami bogowie seksu. One Direction. Każdy był dokładnie taki, jak sobie wymarzyłam. Śliczny, seksowny, utalentowany…
- Cześć dziewczyny z fundacji! – uśmiechnął się do nas Louis. Było nas 10, każda w przedziale wiekowym 16-18. Chyba ja tam byłam najstarsza. – Powiemy wam, z kim będziecie mieć, że tak powiem, wycieczkę, a wy do nas podejdziecie, ok.? Aha, i wąty to do Liam’a. Nie ma za co – poklepał kumpla po ramieniu. Po knajpce przeszedł szmer i chichot. Harry wyjął z kieszeni kartkę i zaczął czytać:
- Jessica Smith i Allysa Wesley, ze mną – rzucił swój firmowy uśmiech, od którego kolana miękły. Dziewczyny wyszczerzyły się i podeszły do każdego z chłopaków, prosząc o autografy i zdjęcia, a potem ustawiając się obok Styles’ea. – Amanda Cox i Demetria Sparks z Louis’em – odparł i dziewczyny zrobiły to samo, co poprzednie. – Nina i Ashley McCoy z Zayn’em; Alexis Europe i Ramona Potter z Niall’em oraz Caroline Saltzman i Valerie Humphrey z Liam’em – gdy usłyszałam swoje nazwisko poprosiłam wszystkich o autografy oraz zdjęcia. Następnie podeszłam do Liam’a.
- To zdaję się, że jestem na ciebie skazana – zaśmiałam się. Zobaczyłam po innych dziewczynach: Jessica, Nina i Ashley jeździły na wózkach, Allysa i Ramona cierpiały na karłowatość, Demetria miała zespół down’a albo podobne upośledzenie umysłowe, Alexis miała gigantyzm, Amanda nie miała lewej dłoni, a Caroline – oka. – Jestem Valerie – dodałam, patrząc na Caroline.
- Caroline – ale ona była tylko wpatrzona w Liam’a. Wziął nas obie pod rękę i wyszliśmy całą grupą z Milkshake City. Obejrzałam się dookoła. Razem z grupą Niall’a szła Jade. Z nim za rękę. Zacisnęłam pięść wolnej dłoni i zrobiłam głęboki wdech. Mogłam wypalić więcej niż jednego papierosa…
(perspektywa Louis’a)
- Ile macie lat? – zagadnąłem z uśmiechem dziewczyny ze swojej grupy: Amanda była średniego wzrostu, rudą dziewczyną o niebieskich oczach, a Demetria była niską blondynką o brązowych.
- 17 i wcale was nie lubię. Po prostu miałam do wyboru was albo jakieś pokazy baletowe w Chicago. Nudaaa, więc wolałam was – prychnęła Amanda. Jak na osobę pokrzywdzoną przez los była dość cięta.
- A ja 18 i za rok kończę szkołę – uśmiechnęła się Demetria. – Lubię was, wasza muzyka pomaga mi w terapii – dodała. Objąłem ją ramieniem, dla dodania otuchy, bo widać było, że denerwowała się rozmową z kimś sławnym. Próbowałem się skupić na rozmowie ze swoją grupą, ale cały czas wgapiałem się w Valerie. Była jeszcze ładniejsza niż na zdjęciu. Podczas dawania jej autografu nawet chciałem pocałować ją w policzek, ale ona już podchodziła do Zayn’a. Teraz rozmawiała z Liam’em, jednocześnie mierząc wzrokiem Jade. Oho, chyba już wiemy, kogo panna Humphrey lubi najbardziej. Naszego Irish Boy’a. Pocieszałem się myślą, że może ją wylosuję i pocałuję na scenie. Taki był dzisiejszy plan. Nawet Paul się zgodził.
- Louuuu! – krzyknął do mnie Zayn, próbując pchać dwa wózki inwalidzkie. Zaśmiałem się i pomogłem mu, a wszystkie cztery dziewczyny miały ubaw po pachy.
(perspektywa Valerie)
Pierwszym punktem wycieczki był kompleks chłopaków, który był zaledwie kilka kroków od Milkshake City. Okazało się, że to nie dwa oddzielne domy, ale jest tak, że mają wspólny salon, kuchnię i przedpokój, czyli dół, a dwa oddzielone ścianą pierwsze piętra. Jedno należało do Louis’a i Harry’ego, drugie do Niall’a, Zayn’a i Liam’a.
- Rozgośćcie się, możecie brać jedzenie z kuchni. Ostrzegam, że nie mamy łyżeczek, więc jak chcecie, to gdzieś tam w rogu są plastikowe. Ale po użyciu prosto do kosza – wzdrygnął się Liam, a ja parsknęłam śmiechem. Było już po „zwiedzaniu” domu i robiliśmy małą przerwę, bo musiał podjechać bus, którym jechaliśmy do studia.
- Hej Valerie – usłyszałam głos Tomlinson’a za plecami.
- Wow, pamiętasz moje imię – zaśmiałam się, sięgając do lodówki po colę podpisaną imieniem Niall’a. Wzruszyłam ramionami, otworzyłam ją i upiłam łyk. Spojrzałam na koszyk z warzywami, pełen marchewek i ziemniaków i napój prawie poszedł mi nosem. Zaczęłam kaszleć, więc Lou podał mi chusteczkę. – Dzięki – mruknęłam.
- Co cię tak rozbawiło? – zapytał.
- Marchewki – zaśmiałam się. – Też je lubię – dodałam.
- Mieszkasz gdzieś tu? – zagadnął.
- Nie, w Północnej Irlandii, po koncercie wracam do domu.
- Możesz zanocować  u mnie i Harry’ego, np. u mnie w pokoju. My się jakoś pomieścimy.
- Larry Stylinson, hmm? – uniosłam brew i wtedy do kuchni weszła Jade. Było to trochę niezręczne, bo ja i Louis staliśmy blisko siebie, a ja unosiłam jakby uwodzicielsko brew. Spojrzała po nas i nic nie powiedziała.
- Hej Jade – podrapał się po karku Carrot Boy i odsunął się ode mnie.
- Znacie się? – zdziwiłam się.
- No pewnie, już od dawna. Chodź dopiero niedawno chodzi z naszym… - ale moja była przyjaciółka zatkała mu usta dłonią.
- Jesteś z Niall’em? – zapytałam bez wyrazu. Pokiwała głową. – Hmm… gratulacje – uniosłam lekko kąciki ust. To tłumaczyło 4 dziewczyny na koncercie. Piątą była Jade.
- Dzisiaj ogłaszają to oficjalnie – zatrzepotał rzęsami Lou, na co obie się zaśmiałyśmy.
- Zostawisz nas? – mruknęła do niego, a on westchnął i wyszedł z kuchni.
- No co chcesz?
- Dlaczego sobie to robisz, Valerie? – pokazała na moje ręce.
- Bo chcę się zabić – powiedziałam szeptem. I tak jej już nigdy w życiu nie zobaczę, mogła wiedzieć.
- Co?! Dlaczego?! – wyglądała na zaniepokojoną.
- A po co mi takie życie? Matka o wszystko się czepia, nie mam najlepszej przyjaciółki, chłopak, z którym straciłam dziewictwo to dupek, palę…
- I co, chcesz dać im wygrać? Tym, którzy cię dołują?
- W tym tobie? – syknęłam. – Tak. Na świecie nie ma samych zwycięzców – dodałam ciszej. Już miała coś odpowiedzieć, ale do kuchni wbił Harry z kotem na rękach.
- KTO CHCE POGŁASKAĆ PANA STYLINSON’A? – wyszczerzył się do nas, machając nam nim przed oczami. Jade skrzywiła się, a ja uśmiechnęłam i wzięłam zwierzaka, patrząc Harry’emu w śliczne, zielone oczy. Jade wyszła z kuchni, bo zawołał ją Niall.
- Jak ma na imię? – spytałam, głaszcząc czarnego kotka pod brodą.
- Eee… no Pan Stylinson.
- Harry?
- Tak?
- To kotka – spojrzałam na niego z powagą.
- Żartujesz sobie ze mnie?!
- Nie, to kotka. I to ciężarna – dodałam, parskając śmiechem na widok jego miny.
- LOUEH, BĘDZIEMY MIEĆ POTOMSTWO!!! – krzyknął, na cały dom, a Tomlinson pojawił się obok nas kilka sekund później. Razem z nim przybył Liam.
- Co? Gdzie? Jak?! – zaczął się dopytywać troskliwie Liam. – Cokolwiek Harry zrobił, przepraszam – spojrzał mi w oczy, a ja wybuchnęłam gwałtownym śmiechem i o mało co zawału nie dostałam. – Z czego ona się śmieje?
- Bo… - nie mogłam złapać wdechu.
- Pan… albo raczej PANI Stylinson, jest w ciąży – przytulił do policzka kotkę Loczek.
- OH HARREH! – uściskał oboje Louis, a potem objął mnie w talii. Liam zmierzył nas wszystkich wzrokiem, ogarniając sytuację.
- Za 5 minut idziemy do studia – uśmiechnął się Liam i dało się usłyszeć, że po wyjściu z kuchni wszedł po schodach na górę.

______________________________________________
Powiem tyle: DUUUUUŻO bym zmieniła w tym rozdziale, ale że daliście tak szybko 20 komentarzy, nie ma bata, musiałam dodać, bo byście mnie zadusili(mówię o tobie, Żan XD). 
A teraz powiem coś nie do tematu: przez ostatnie dni zaczęłam wracać do wszystkich gwiazd, które dawniej wspierałam(wykluczając 1D, bo ich wspieram nadal). 30 Seconds To Mars, Justin Bieber, Miley Cyrus, Demi Lovato... Gwiazdeczki? Nie powiedziałabym. I oceniajcie mnie, proszę, ale ja nie mam zamiaru przestać wspierać ich w tym, co robią. Gdybym miała wymieniać, ile wielkich nazwisk mnie inspiruje i pomaga w działaniu i pisaniu, to byście się złapali za głowę i uciekli z krzykiem. Zdziwilibyście się, ile mam wspólnego z Valerie. Nie, nie palę. Tak, jestem dziewicą. Domyślcie się. Ale dokument "Demi Lovato: Stay Strong" powoli zaczął zmiany w moim życiu. Jak również piosenka Nickelback - Lullaby, którą zapewne niejednokrotnie słyszeliście w telewizji. Ona ma przekaz i to bardzo konkretny: warto próbować podnosić się z upadku. I walczyć.
Jak mówi tytuł rozdziału i słowa Valerie "świat to nie sami zwycięzcy". Zgadzam się z "jej" słowami. Chodź nie do końca... Nie każdy może wygrać. Ale każdy może coś zmienić.
Zanudziłam was? Fajnie. Zainspirowałam? Jeszcze lepiej.
Jak mówi Demi: STAY STRONG czyli POZOSTAŃCIE SILNI.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
@MargaaStyles xx

29 komentarzy:

  1. As wonderful as always :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżozwież? hahhahah bitch please to za mało xd
    Jade i Valerie *-* Wreszcie sie zobaczyły! i Lou! :D Szaleniec xd ALE AKCJA Z PANIĄ STYLINSON NAJLEPSZA *_______* MAŁE PUSSY! XD uwielbiam to bijacz ♥
    + co to artystów to masz rację :D
    STAY STRONG!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo akcja się rozkręca. Rozumiem Valerie że ma żal do Jade. Ja sama mam a raczej miałam "przyjaciółkę" która wyjechała i nie raczyła nawet napisać :l a co do rozdziału to zajebisty xD

    OdpowiedzUsuń
  4. TEŻ CIĘ KOCHAM ♥
    TO TERA ZJA DODAJE ROZDZIAŁ.TWÓJ JEST TAK ZAJEBISTY ZE AŻ OŚLEPIA SWĄ ZAJEBISTOŚCIĄ!!! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się to opowiadanie . Jest takie inne ...

    Zapraszam do siebie . Thekaxii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział świetny oraz ciekawy ;)
    Szybko dodaj następny :)
    Zapraszam do mnie ^^ http://i-give-you-my-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. hahah TO KOTKA ! I TO CIĘŻARNA.. HAHAHA MOCNEE !

    OdpowiedzUsuń
  8. pani stylinson !!!! yeaah <3 hahaha plastikwoe łyżeczki :D czekam na nn <3 @LiveMyyyLife

    OdpowiedzUsuń
  9. kurcze idealny rozdział ^.^
    Czekam an nowy z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czekam na nasteptny :D ten jest świetny :)- Alex :*

    OdpowiedzUsuń
  11. wiedziałam, że Lou i Valerie coś tam coś tam. *_____* Małe Stylinsonki Jaram się . !! *___*

    Lullaby -- Kocham tą piosenkę. Zainspirowała mnie.

    Czekam na NN *__*

    OdpowiedzUsuń
  12. świetny rozdział.
    mam nadzieję, że wkrótce coś połączy Lou i Valerie ♥
    czekam z niecierpliwością na nn. ; ]]

    OdpowiedzUsuń
  13. Super ! Kochamm ~!!! Czekam na nn i zapraszam od siebie : http://chcialabym-byc-obojetna-na-bledy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny rozdział :D Pan/Pani Stylison mnie rozwalił/a xD już nie mówiąc o Heath Somerhalder :D:D

    @torallisx3 XXX
    P.S. Lullaby to moja ulubiona song ;]
    wykluczając 1D

    OdpowiedzUsuń
  15. uwielbiam twoje opowiadania, cudowne! <3 mam nadzieje, że szybko dodasz następny rozdział. uwielbiam tą Panią Stylinson i Harreh & Lou :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobra, ta akcja z kotem mnie rozjebała na części pierwsze xD
    Oglądałam właśnie wczoraj ten dokument z Demi 'Stay Strong' i dał mi dużo do myślenia i mimo, że nie mam łatwo to i tak się staram <3 A Ty mnie utwierdzasz w tym, że będzie dobrze ;) ♥

    OdpowiedzUsuń
  17. OMFG!. ROZDZIAŁ JEST ZAISTY *______________* lOUEH I VALERIE COŚ CZUJĘ ŻE MIĘDZY NIMI COŚ BĘDZIE XDD POD KONIEC ROZDZIAŁU CAŁY CZAS ŚMIAŁAM SIĘ JAK GŁUPIA DO MONITORA ^^ AWWWW MAŁE KOCIĄTKA XX JUŻ CHCĘ KOLEJNY.

    OdpowiedzUsuń
  18. rozdział jest świetny!!! haha uwielbiam Panią Stylinson:D będą małe kociątka;) czekam na następny!!;D <3

    OdpowiedzUsuń
  19. ciekawie się robi, i to bardzo :D dodaj jak najszybciej nowy, prooooszę :*

    OdpowiedzUsuń
  20. Jejku, ten rozdział jest na prawdę niesamowity!
    Trochę smutny, ale na końcu zabawny. Mam nadzieję, że Lou zdobędzie serce Valerie :)
    Zapraszam do siebie: http://wmyb-i-want-fly-away.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny rozdział :D
    Podoba mi się blog :D
    Czekam na kolejny rozdział :D
    Zapraszam do mnie: zapamietaj-mnie-taka-jaka-bylam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. hah Pani Stylinson XD Świetny ;)

    @KiniaHoran .

    OdpowiedzUsuń
  23. Przeczytałam ten rozdział i już wiem, że biore się za poprzednie, to co piszesz ma sens i w sumie nawet lekki przekaz. Co do Valerie to chyba musi mieć naprawdę cieżki życie skoro sięgnęła po żyletkę, mam nadzieje, że chłopcy jej pomogą i będzie happy end. Czekam na kolejny !!

    van-ill-op.blogspot.com / zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  24. świetny świetny rozdział :D no akcja sie zagęszcza :D czekam na kolejny ;p

    OdpowiedzUsuń
  25. Szkoda, że ludzie zaczynają się zmieniać jedynie po obejrzeniu dokumentu "Stay Strong"...
    Cóż, rozdział mi się bardzo podobał. Końcowa scena mnie powaliła na kolana, oraz czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  26. O Jezusie w końcu coś innego, jakkolwiek by na to nie patrzeć żywego, pozbawionego tego całego powielania po raz milionowy tych samych tematów. Człowiek z lekka już wymiotować mógł ślicznymi dziewczynkami zakochującymi się w swoich idolach, gdzie ich jedynym problemem był dobór pomadki do koszulki.
    Przeczytałam dzisiaj całość i czekam na kolejny rozdział. Zainteresowałaś mnie może dlatego, że lubię niebanalne historie.
    Zapraszam też do siebie.
    xoxo Young

    OdpowiedzUsuń
  27. Właśnie przeczytałam całego twojego bloga i muszę Ci powiedzieć, że bardzo mi się podoba.
    Przede wszystkim ta historia i twój styl pisania ;)
    Czekam na następną notkę! xx
    +Zapraszam do mnie.
    http://holdmetight-vick.blogspot.co.uk/
    http://xeverlastinglovex.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  28. Pani Stylinson ;) Hahaha rycze że śmiechu.....haha omfg ♡♥♡《nieogarnieta ja c'nie?》

    OdpowiedzUsuń